Powrót do listy artykułów

Nie opłaca się być „niedobrym” dla nikogo. To nawet całkiem logiczne, że z myślowej, słownej czy fizycznej destrukcji nie ma szans powstać nic konstruktywnego. Czy to łatwe zadanie? Zapewne nie, ale satysfakcja – bezcenna, a obfitość tego świata – w dłuższej perspektywie - gwarantowana.

Czy opłaca się być dobrym, skoro tak dobrze wiedzie się tylu niedobrym?

 

Rodzimy się, wychowujemy, żyjemy, a potem umieramy w społeczeństwie kierującym się wieloma obiegowymi zasadami. „Pracuj ciężko, a osiągniesz sukces”, „Wykształcenie zapewni ci dobre życie”, „Bez pracy nie ma kołaczy”, „Bądź dobry, a będziesz szczęśliwy”, „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” i tak dalej. Wiele z nich wykształciło się na drodze doświadczeń poprzednich pokoleń w wyniku albo takiej rzeczywistości albo takiego jej odbioru czy interpretacji, wiele wyrosło na gruncie religii, niegdyś zapewniającej społeczeństwu poczucie bezpieczeństwa, sensu życia i porządkującej zasady, czym się w życiu kierować, określającej dość precyzyjnie, co jest dobre, a co złe. Co z tego mamy we współczesnym nam świecie, skoro dość jednoznacznie określa się dzisiejsze czasy jako wiodące na społeczne, ekonomiczne, obyczajowe i wszelakie zatracenie? Czy w dzisiejszych czasach wiemy jak żyć, żeby wieść satysfakcjonujące życie? Czy uczciwie pracować i klepać przysłowiową biedę, patrząc jak rzesze nieuczciwych pławią się w bogactwie i luksusie? Czy mówić prawdę widząc jak dobrze wiedzie się kłamiącym w żywe oczy? Czy być godnym zaufania obserwując jak są nagradzani ci, którzy to zaufanie po wielokroć zawiedli? I to nieraz szerokie zaufanie społeczne? Skąd czerpać siłę i przekonanie, że lepiej jest i nawet korzystniej wieść życie „dobrego” człowieka? I kto to taki, ten „dobry” człowiek?

 

Otóż świat, w którym żyjemy, czy mamy tego świadomość czy nie, funkcjonuje według pewnych niewidzialnych praw. Tak jak w przypadku grawitacji, czy wiemy o jej istnieniu czy nie – ponosimy wszelkie konsekwencje jej działania i choć nie odczuwamy jej na co dzień, czujemy ją przy podejmowaniu jakichkolwiek prób niestosowania się do jej praw, na przykład łamiąc kręgosłup przy upadku z drugiego piętra.

 

Podobnie jest z zasadami, według których funkcjonuje nasz (wszech)świat.  Wszystko, co istnieje, jest energią manifestującą się w postaci materii. Zarówno nasze myśli jak i słowa oraz czyny stanowią pewną formę energetyczną, która wysyłana jest na kształt e-maila z załącznikiem do adresata - innego człowieka lub nas samych. Przyciągamy dokładnie tą samą formę energii, którą wysyłamy. Tą samą formę energii nie oznacza - tak samo zamanifestowanej, czyli w identycznej postaci materialnej.

 

Mamy często wątpliwości czy istnieje jakaś sprawiedliwość na tym świecie, bo tzw. ludzie "źli" wiodą luksusowe życie na koszt innych, kradnąc, kłamiąc, niszcząc, manipulując i śmiejąc się innym w nos, i nie doświadczają z tego tytułu żadnych konsekwencji. Uczciwi natomiast i "dobrzy" żyją przeciętnie lub kiepsko, chorują, cierpią, a ich dobre uczynki często obracają się przeciwko nim.

 

Nie do końca mamy być może świadomość przy takiej ocenie, iż jest to rodzaj myślenia "zerojedynkowego", dualistycznego i wynikającego z wpojonych przekonań, a nie z rzeczywistości. Wielu jest bowiem bogatych, uczciwych i "dobrych" ludzi oraz wrednych, klepiących biedę "złych". Irytuje nas jednak, zwłaszcza w stosunku do nieuczciwych ludzi sprawujących władzę, że za ich nadużycia nie dosięga ich żadna sprawiedliwość i niezależnie od naszych przekonań, obraz, który widzimy, zdaje się potwierdzać, iż mamy rację.

 

Może jednak pocieszeniem będzie fakt, iż jeśli nawet nie ma miejsca na świecie pełna sprawiedliwość w ludzkim wymiarze, istnieje jeszcze rodzaj niewidzialnej "energetycznej" sprawiedliwości lub innymi słowy konsekwencje naszych czynów, podobnie jak to ma miejsce w naszym przykładzie z prawem grawitacji. Trudno powiedzieć z czego ta "energetyczna sprawiedliwość" dokładnie wynika, ale obserwacje prowadzone przez szamanów, mędrców i filozofów na przestrzeni tysięcy i setek lat potwierdzają te same obserwacje. Myśli i czyny prawdziwie "dobre", służące dobru nas samych oraz dobru innych, przynoszą dobro. Myśli i czyny "złe", wyrządzające nam samym i innym ludziom krzywdę, przynoszą w efekcie zło. Z zewnątrz trudno to czasami zobaczyć, bo ta ekonomia dobra i zła widoczna jest dla cierpliwych i tych, którzy patrzą nieco głębiej niż tylko fizycznym okiem.

 

Jeden z moich ulubionych pisarzy, Prentice Mulford, mówił o "wewnętrznej brzydocie", która z czasem wychodzi na zewnątrz człowieka czyniącego zło i widoczna jest zarówno w dosłownej formie na jego twarzy i w całej postaci, ale także prędzej czy później znajduje odzwierciedlenie w jego zdrowiu, relacjach i całym życiu. Nie zazdrościlibyśmy komuś, kto manipuluje, kłamie i kradnie - jego bogactw, ale w otoczeniu równie fałszywych ludzi, bazujących na jego stanie konta i koneksjach, a nie na jego prawdziwych wartościach i przymiotach osobowości i charakteru. 

 

Patrząc z dłuższej i głębszej perspektywy, popatrzmy czy rzeczywiście "źli" ludzie mają naprawdę dobre życie, gdzie za kryterium dobra uznamy szczerość, serdeczność, zaufanie i inne cechy, które zapewne nie towarzyszą im na co dzień również w ich osobistych układach. Nie da się przełączać z nieuczciwości w uczciwość, z braku szacunku do szacunku, z nienawiści do miłości wracając z pracy do domu. Albo się takim jest albo nie.

 

Róbmy swoje i otaczajmy się ludźmi, którzy czynami, a nie słowami pokazują, jaki mają stosunek do innych. Słowa maja znaczenie tylko wówczas, gdy mają pokrycie w czynach. W innej sytuacji są puste i nie znaczą nic.

 

Jak to jest z myślami? Czy mogę źle życzyć w myślach sąsiadowi, uśmiechać się na zewnątrz i być spokojną, że przecież nic takiego złego nie robię, bo przecież jestem miła i życzliwa? Niestety, a może właśnie „stety”, prawa świata dotyczą każdej, nawet niewidzialnej sfery naszego życia. Sąsiada, jeśli nie ma zbyt wrażliwego czucia energetycznego możemy omamić i zwieść, ale od samych siebie nie uciekniemy i nieuczciwość w myślach rozliczy nas energetycznie prędzej czy później albo podobną sytuacją, albo, jeśli wystarczająco często w ten sposób będziemy traktować siebie i ludzi, nawet chorobą ciała czy niepowodzeniami życiowymi. Dla odmiany ten, kto śle w myślach życzliwość do samego siebie, do innych ludzi, do otaczającego świata, może mieć spokój ducha i wewnętrzną satysfakcję, a według praw świata – gratyfikację w postaci życzliwości innych „dobrych” ludzi oraz manifestacje dobra w różnych formach w swoim życiu.

 

Takie są krótko- i długoterminowe konsekwencje czynienia dobra. Kto jednak po prostu robi tak dlatego, iż wie, że to słuszna droga, cieszy się z samego faktu zostawiania po sobie świata w lepszym stanie niż go zastał, a wdzięczność innych to wartość dodana dla niego, ale nie konieczność. I bez niej robiłby to tak czy owak, bo nie ma dla niego innej opcji.

 

Czyniąc dobro ludziom nie do końca moralnie zdrowym, na bezpośrednią życzliwość raczej bym nie liczyła, a raczej często na przykrości i nieprzyjemności. Tak też często powstaje zjawisko określane powiedzeniem: "Każdy dobry uczynek zostanie prędzej czy później ukarany". Co to w gruncie rzeczy oznacza? Według mojej oceny, jest to przykrość doświadczona w wyniku wyświadczenia dobra komuś, kto niespecjalnie umie rozróżnić co jest dobre od tego co jest przyjemne, ponieważ dobry uczynek nie zawsze oznacza natychmiastową przyjemność dla obdarowywanego. Czasem możemy kogoś narazić na bolesne potłuczenia przy wyciąganiu go spod kół rozpędzonej ciężarówki. Ważny jest jednak ostateczny efekt, widoczny dla wnikliwego i rozumiejącego oka.

 

Bycie dobrym człowiekiem dostarcza miłego uczucia wnoszenia swojego wkładu do szerszej wspólnoty ludzi i niezaprzeczalnie pięknej świadomości własnego wzrostu jako istota ludzka, że o lepszym zdrowiu fizycznym i urodzie, myślę tu o urodzie prawdziwej, płynącej z wnętrza, nie wspomnę. Po prostu nie opłaca się być „niedobrym” dla nikogo. To nawet całkiem logiczne, że z myślowej, słownej czy fizycznej destrukcji nie ma szans powstać nic konstruktywnego. Czy to łatwe zadanie? Zapewne nie, ale satysfakcja – bezcenna, a obfitość tego świata – w dłuższej perspektywie - gwarantowana.

 

Ekonomia dobrego człowieka

26 lipca 2020
Myśli i czyny prawdziwie "dobre", służące dobru nas samych oraz dobru innych, przynoszą dobro. Myśli i czyny "złe", wyrządzające nam samym i innym ludziom krzywdę, przynoszą w efekcie zło. Z zewnątrz trudno to czasami zobaczyć, bo ta ekonomia dobra i zła widoczna jest dla cierpliwych i tych, którzy patrzą nieco głębiej niż tylko fizycznym okiem.

Powrót na górę strony

Uzdrawianie siłami natury
Agnieszka Matysiak 
W ciągu wielu lat  spędziłam liczne godziny na staniu w kolejkach do rejestracji, tygodnie na czekaniu na wizytę u lekarza i znów kolejne godziny na czekanie  już pod samym gabinetem lekarskim. Wydałam spore kwoty na leki , z towarzyszącą temu świadomością, iż muszę ich używać do końca życia, żeby moja choroba nie wróciła… W moim przypadku nie musi już tak być.
Agnieszka Matysiak 
Uzdrawianie siłami natury

MOJE INSPIRACJE

Symbolika polipów nosa i chorób zatok

KORZYŚCI uzdrawiania siłami natury

Jak wyglądało moje leczenie i co było najtrudniejsze

MOJA METODA LECZENIA

Warunki konieczne do leczenia

Poprawa jakości życia w wyniku naturalnego leczenia polipów na zatokach

KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

ENGLISH VERSION