KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

SESJE INDYWIDUALNE

online

KLIKNIJ po więcej informacji

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Pareto

Lista kategorii tematycznych

Lista artykułów

05 stycznia 2022

Powrót na górę strony

Kiedy czujemy głód - sięgamy po jedzenie. Ale czasem mimo zjedzenia nadal czujemy się głodni. Więc sięgamy po jeszcze i jeszcze. A głód ciągle tam jest. Jesteśmy jak worek bez dna? A może to głód, którego nie zaspokoimy jedzeniem? Tylko czym w takim razie?

 

 

 

 

 

 

 

Wiedza, która ratuje zdrowie i życie


Wielokrotnie powtarzane reakcje na określone bodźce doprowadzają do nawyków. W ten sposób uczymy się od najmłodszych lat chodzić, mówić, wykonywać mniej lub bardziej skomplikowane czynności, takie jak jazda na rowerze, pływanie czy już w dorosłym wieku - jazda samochodem. Dzięki temu zautomatyzowaniu nie musimy codziennie przypominać sobie i odtwarzać każdej czynności w jej najdrobniejszych detalach krok po kroku.

 

Kiedy przyjdzie nam ochota zrobić herbatę, nie potrzebujemy tego procesu rozkładać każdego dnia na czynniki pierwsze i opanowywać od zera - tak jak by to musiało uczynić małe dziecko - samego chwytu kubka czy utrzymania go w pozycji pozwalającej na nie wylanie się płynu, że o sekwencji czynności doprowadzających do zagotowania wody i zaparzenia herbaty jako takiej, zanim do kubka trafi, nie wspomnę.

 

Nie myślimy o tym ile skomplikowanych procesów przechowuje nasz umysł w “magazynie zdobytych umiejętności”, która to właściwość jest nam potrzebna po to, abyśmy nie musieli za każdym razem uczyć się wszystkiego od nowa, kiedy tylko przyjdzie nam ochota przejść z punktu A do B, sięgnąć po coś z szafki używając drabiny, zrobić wykres do kalkulacji wykonanej w Excelu, przyszyć guzik, zawiązać krawat czy zrobić makijaż oczu. Jest to dla nas OCZYWISTE. Są to pożyteczne nawyki i nie zastanawiamy się z reguły nad nimi, bo zazwyczaj nie zastanawiamy się nad niczym, co nam nie przeszkadza i nie utrudnia życia.

 

Nawyki pożyteczne jednak to pożądany wynik działania tego samego mechanizmu, który "generuje" również nawyki niezbyt dla nas pożyteczne i niekoniecznie pożądane - jak na przykład palenie papierosów, nadmierne objadanie się czy głodzenie, nałogowe opalanie w solarium, wydawanie pieniędzy na hazard czy robienie czegokolwiek, co w rezultacie prowadzi do rujnowania naszego zdrowia, związków, majątku czy ogólnie - narażania jakiejkolwiek dziedziny naszego życia na szwank.

 

Zrozumienie jak działa mechanizm powstawania niepożądanych nawyków, to narzędzie, które - nawet jeśli wpadniemy w tarapaty z ich powodu - pozwoli nam je w prosty sposób "odkręcić" i odzyskać czy też odbudować sferę, która padła ich ofiarą, włączając w to nasze zdrowie.

 

Dziś podejmuję temat głodu rozumianego dosłownie, ale w to “równanie” można równie dobrze podstawić każdą dowolną zmienną - każdy jeden niepożądany nawyk, łącznie z groźnie brzmiącymi nałogami, i w sposób, o którym będzie mowa w dalszej treści tego artykułu, pozbyć się go raz na zawsze. Wszystkie szkodliwe nawyki bowiem mają jedno i to samo podłoże - ucieczkę od odczuwania nieprzyjemnych emocji, różnią się jedynie środkiem, którego używamy, aby konfrontacji z naszymi uczuciami unikać.

 

Ale - po kolei.

 

Błąd w interpretacji potrzeby źródłem problemu


Obserwując siebie oraz wielu ludzi na przestrzeni lat odkryłam, że często sięgamy po jedzenie, a szczególnie jedzenie określonego rodzaju (nie zupę jarzynową, ale na przykład słodycze,  chipsy lub inne wysoko przetworzone produkty spożywcze) w wyniku pewnego niekomfortowego odczucia, które emituje nasze ciało. Czujemy rodzaj ssania w żołądku czy też może jego rejonie, niepokój, pobudzenie czy rodzaj “ciągnięcia” aż do okolic dolnego odcinka przełyku. Wszystko to są odczucia niewerbalne. Nie towarzyszą im żadne słowa, żadne obrazy. Nie słyszymy głosu mówiącego: “Hej ty tam! Daj mi Snickersa, paczkę czipsów i energetyka”, kiedy podejmujemy decyzję o sięgnięciu po takie akurat produkty. Nikt nam tego na głos nie mówi, ale jednak coś nam w naszym własnym wnętrzu takie, a nie inne reakcje na te odczucia "podpowiada". Skądś czerpiemy pomysł na sięgnięcie po chipsy, a nie zupę jarzynową na przykład, kiedy czujemy to co czujemy.

 

Zastanawiając się skąd pochodzi ta podpowiedź - dlaczego wybieramy to co wybieramy i ŻE W OGÓLE WYBIERAMY COKOLWIEK - doprowadziła mnie do dalszych odkryć sugerujących, iż to W JAKI SPOSÓB ZINTERPRETUJEMY sygnał płynący z ciała prowadzi do DECYZJI O PODJĘCIU STOSOWNEGO DZIAŁANIA, a skutki takich działań - szczególnie podejmowanych na przestrzeni dłuższego czasu - tworzą nasze nawyki, z których to tkamy materię naszego życia. Zgodnie z tym co MYŚLIMY, ŻE JEST >> DZIAŁAMY >> i owocem naszych działań jest w omawianym przypadku stan naszego własnego zdrowia. Stan ten informuje nas o tym, jak radzimy sobie z odczytywaniem tego, czego potrzebujemy. 

 

Aby być w pełni zdrowymi, potrzebujemy potrafić prawidłowo odczytywać własne potrzeby sygnalizowane nam przez nasze ciało, które komunikuje się z nami za pośrednictwem odczuć oraz odpowiednio je zaspokajać. Wydaje się to oczywiste, a jednak nie jest, gdyż wiele osób z tego, co sygnalizuje ich własne ciało wyczytuje to, DO CZEGO SĄ PRZYZWYCZAJONE, a nie to, CZEGO POTRZEBUJĄ, zatem reagując według przyzwyczajeń, a nie prawdziwych potrzeb, powodują w swoim życiu deficyty tego, co jest dla nich niezbędne, gdyż ich ważne potrzeby, ze względu na brak świadomości ich istnienia, pozostają nierozpoznane, a zatem i niezaspokojone. Zrozumienie tej pozornie subtelnej różnicy posiada moc transformacji życia.

 

W myśl wspomnianego odkrycia, jeśli coś co czuję interpretuję jako głód, bo to odczucie głód mi nieco przypomina - z wielkim prawdopodobieństwem i bez refleksji będę próbowała kryjącą się za tym uczuciem potrzebę zaspokoić jedzeniem. Nawet jeśli to nie jest głód, będę - czując takie uczucia - jeść w przekonaniu, że jestem głodna. Taka jest bowiem siła przyzwyczajenia, które nie zostało nigdy zakwestionowane i “odczarowane”. A tak mnie właśnie nauczono reagować na tego typu sygnały z mojego ciała, bo też osoby w moim otoczeniu, kiedy byłam dzieckiem, reagowały podobnie, więc siłą rzeczy nie mogły mnie nauczyć inaczej.

 

Jeśli jednak, pomimo takich, a nie innych, historycznie uwarunkowanych przyzwyczajeń nie nauczymy się poprawnie odczytywać potrzeb naszego ciała sygnalizowanych przez odczucia, które świadomie odbieramy, będziemy popełniać błędy, które mimowolnie doprowadzą nas do przykrych konsekwencji. 

 

To co umysł połączył, człowiek niech… rozłączy


Skąd się w nas wzięło to błędne interpretowanie odczuć ciała, które nie są głodem, i zaspokajanie ich w sposób, który niszczy nasze zdrowie?

 

Czytałam w wielu popularno-naukowych publikacjach w przeszłości, iż za takimi zautomatyzowanymi skojarzeniami stoi właściwość naszego mózgu do tworzenia pewnych hybryd - kojarzenia kilku zdarzeń i ich skutków w jedno doświadczenie na poziomie komórkowym (tzw. wiring - z języka angielskiego), dających rezultat w postaci zautomatyzowanej reakcji na pewne bodźce stresowe, które powtarzane na przestrzeni czasu, mogą prowadzić do różnych nałogów. W jednej z publikacji omówiony został mechanizm takich zdolności mózgu do wytwarzania nawyków na przykładzie genealogii łaknienia słodyczy w stresie.

 

Powiedzmy, że nasz umysł przechowuje w swojej bibliotece skojarzeń informację, że zjedzeniu ciastka towarzyszy przyjemność, gdyż kiedyś zdobyliśmy takie doświadczenie. Kiedy pozyskujemy w swoim życiu do kolekcji inne doświadczenie - załóżmy, że spotkała nas jakaś nieprzyjemna sytuacja - na przykład w szkole i, wracając do domu, dostajemy na pocieszenie od naszej babci ciastko - nasz umysł, zwłaszcza jeśli podobna sytuacja wystąpi więcej niż jeden raz w podobnym układzie, ma tendencję do wytworzenia skrótowego skojarzenia: przykrość plus ciastko.  Z czasem zapominamy o tej historii i za jakiś czas w sytuacjach przykrości i stresu zaczynamy czuć potrzebę zjedzenia ciastka czy ogólnie czegoś słodkiego. Jeśli nie poddamy tego związku przyczynowo-skutkowego analizie i nie uświadomimy istnienia w swoim umyśle takiej emocjonalnej hybrydy, możemy swoimi nieświadomymi reakcjami (jedzeniem słodyczy w stresie) wzmocnić to połączenie i za jakiś czas “wyhodować” sobie sytuację nałogową. Zamiast rozwiązywać problemy życiowe, przynosimy sobie ulgę w cierpieniu, dostarczając sobie przyjemności poprzez jedzenie. Nie głód decyduje o naszym jedzeniu, tylko interpretowany jako głód stres. W rezultacie problemy zaczynają się piętrzyć nierozwiązane, a my obrastamy w kilogramy i popadamy we frustrację w przekonaniu, że nadwaga jest “przyczyną” naszych nieszczęść.

 

Zatem - w uproszczeniu - niewłaściwa interpretacja odczucia z ciała, które nie było uczuciem fizjologicznego, naturalnego głodu, ale stresu, który udało się “oszukać” czy “zagłuszyć” jedzeniem w przeszłości, z czasem doprowadziła do nawyku sięgania po jedzenie w podobnych sytuacjach. 

 

Jak wyjść z tego błędnego koła?

 

W pierwszej kolejności, skoro błędna interpretacja sygnału z ciała prowadzi do zgubnego w skutkach działania, potrzeba z jednej strony nauczyć się rozróżniać, kiedy czujemy głód naturalny, “prawdziwy” - tak zwany fizjologiczny, a kiedy jest to stres, który w odczuciu ciała głód nam nieco przypomina.

 

Dość powszechnie dla głodu niefizjologicznego używa się terminu “głód emocjonalny”, ponieważ źródłem odczuć w jego przypadku jest energia stłumionych i zatrzymanych w ciele emocji (w uproszczeniu), a nie deficyt energii pochodzącej z jedzenia.

 

W drugiej kolejności - kiedy już będziemy wiedzieć o jakim rodzaju głodu poinformowało nas nasze ciało - czy to chęci zjedzenia czegoś czy głodzie typu emocjonalnego, potrzebujemy nauczyć się podejmować prawidłowe, czyli prowadzące nas do zdrowia działanie.

 

Wiedza pozwala nam odzyskać poczucie sprawczości w naszym życiu - bazujące na szkodliwych przyzwyczajeniach reagowanie zastępujemy podejmowaniem decyzji spójnych z tym co czujemy. Kiedy potrafimy prawidłowo zinterpretować potrzeby sygnalizowane nam przez odczucia ciała - innymi słowy wiemy jaką potrzebę to co czujemy sygnalizuje - jesteśmy w stanie podjąć adekwatne do tej wiedzy działanie, a adekwatne działanie kreuje nasze dobre życie.

 

Jak zatem wyeliminować błąd interpretacyjny prowadzący do kłopotów ze zdrowiem? Na jakiej podstawie odróżnić głód fizjologiczny (łaknienie jedzenia) od głodu emocjonalnego? Jak podjąć działanie, które pomoże nam wydostać się z kłopotów?

 

Głód głodowi nierówny


Bazową różnicą, poza szczegółowymi, które przedstawiam poniżej, jest różnica w ISTOCIE obu rodzajów głodu.

 

Głód naturalny, fizjologiczny pojawia się wówczas, gdy organizm stwierdza NIEDOMIAR (= ma za mało) energii i “prosi” w ten sposób o jej dostarczenie z zewnątrz.
 

Głód emocjonalny czujemy, gdy organizm ma NADMIAR (= ma za dużo) skumulowanej energii i “prosi” o jej uwolnienie. 

 

Jak je odróżnić…

 

 

Zaspokoić głód i odzyskać spokój i zdrowie


Głód fizjologiczny

Z fizjologicznym głodem nie powinno być problemu - mamy “wbudowaną” funkcję radzenia sobie w takim przypadku. Kiedy jesteśmy “zwyczajnie” głodni - wystarczy po prostu zjeść to na co mamy ochotę. W ilości, na którą mamy ochotę. PRZYJĄĆ POKARM Z ZEWNĄTRZ.

 

Głód emocjonalny

Ten rodzaj głodu w czasie naszego niemowlęctwa koiła zazwyczaj nasza matka. Z tego też okresu przeważnie czerpiemy wzorce jego zaspokajania na resztę naszego życia. Bliskość i ciepło ciała matki,  jej gotowość do odgadywania naszych dziecięcych potrzeb oraz umiejętności ich zaspokajania miały nam zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Jeśli jednak nie dane nam było w tym okresie naszego życia takim poczuciem bezpieczeństwa wypełnić się i nasycić, pozostajemy z frustracją i lękiem o własne życie, które - nigdy do końca nie ukojone i dodatkowo utrwalone i wzmocnione koniecznością zagłuszania ich na przestrzeni lat, aby móc “normalnie” społecznie funkcjonować, dają znać o swoim istnieniu w postaci stresu i określonych odczuć ciała, kojarzonych z głodem fizjologicznym.

 

Nie zaspokoi go żadne - ani najbardziej wyrafinowane ani "śmieciowe" jedzenie. Do emocji nie przemawia język fizycznego pokarmu i jako taki nie jest w stanie ich ukoić. Owszem, jedzenie - szczególnie to wysokokaloryczne - może na chwilę pomóc PRZYTŁUMIĆ intensywność odczuwania głodu emocjonalnego, ponieważ jednak nie sięga jego źródła, nie jest w stanie trwale go wyeliminować. Nie jest to możliwe, bo generuje go napięcie wywoływane nadmiarem (energii), a nadmiar potrzeba rozładować, aby przynieść ulgę, a nie ładować mu energii jeszcze więcej. 

 

Głód emocjonalny jest jak ciśnienie na pęcherz. Nie pomoże na ten dyskomfort ani fastfood ani bombonierka najwykwintniejszych czekoladek, a jedynie spuszczenie nadmiaru, który to nieprzyjemne odczucie wywołuje. To dopiero przynosi niewysłowioną ulgę. Pozbycie się czegoś, a nie przyjęcie.

 

Kiedy pojawia się głód emocjonalny, potrzebuje on 100% naszej uwagi - tak jakby skupiła się na dziecku matka, kiedy ono sygnalizuje jej jakiś swój dyskomfort. Nie umiałoby ono jej powiedzieć co mu dokładnie jest i czego potrzebuje, bo nie posługuje się językiem słów, podobnie jak nasze ciało. Ale chęć odkrycia jego potrzeby oraz intensywna koncentracja na nim generuje “dostrojenie się fal energetycznych tych dwojga” i ostatecznie naprowadza matkę na to co przynosi ukojenie jej dziecku i sprawia, że się ono uspokaja.

 

Uczucie głodu emocjonalnego potrzebuje bycia przy nim. Utrzymywania kontaktu z tym uczuciem w ciele. Nie odwracania uwagi w tym czasie. Poszukiwania pozycji ciała, która będzie w tym stanie najbardziej komfortowa. Maksymalnego rozluźnienia mięśni, jaka jest możliwa. Świadomego, jak najbardziej powolnego i miarowego oddychania. I obserwowania z uwagą reakcji własnego ciała na to drobne działanie. I cierpliwości aż fala dyskomfortu głodu emocjonalnego się samoistnie wyczerpie, a dyskomfort - na ten moment przynajmniej - zniknie. Pojawi się ulga i spokój.

 

Za jakiś czas może przyjść kolejna fala takiego głodu. I znów jedyne, czego będzie od nas potrzebowała, to aby z nią być i szukać optymalnego ułożenia ciała, aby mogło ono jak najbardziej komfortowo ją przeczekać. 

 

Z czasem fale głodu emocjonalnego będą coraz słabsze aż znikną i głód rozpuści się i opuści nas na zawsze. Nagromadzone napięcie emocjonalne, dzięki naszej nowej wiedzy, naszej poświęconej mu uwadze i trosce, zostanie uwolnione - czego nie mieliśmy okazji zaznać jako dzieci.

 

Nasze ciało sobie doskonale z tym procesem poradzi, jeśli tylko swoimi decyzjami stworzymy mu do tego warunki - rozpoznamy, że to nie głód, który wymaga jedzenia (podstawowa rzecz - odkrycie rzeczywistej potrzeby, a nie tego, co myślimy, że jest potrzebą), oraz obdarujemy je najwyższą jakością naszej uwagi i poświęcimy mu tyle czasu ile będzie potrzebowało aż do jego pełnego zaspokojenia, które poznamy po uldze i spokoju, które odczujemy, a w dłuższej perspektywie - po zdrowiu i doskonałym samopoczuciu.

 

Powodzenia w dawaniu sobie tego, czego naprawdę potrzebujemy!


 

 

 

Artykuły o pokrewnej tematyce:

 

W poszukiwaniu dobrego samopoczucia, czasem wpadamy w pułapki uzależnień.


Czy można się wyleczyć bez leczenia?


Podstawowe prawa leczenia


Uzdrawianie to nie magia


Ze strachu przed bólem kurczymy się, a pomaga coś dokładnie przeciwnego

Głód jedzenia czy głód uwagi?

Starość to nie nieuchronność. Wiek to nieuchronność, a ten nie niesie z sobą negatywu, chyba. Negatyw jest w naszym umyśle, a ten można zakwestionować

NOWY ARTYKUŁ NA BLOGU
KLIKNIJ

Zawsze  dostajesz to czego pragniesz