Powrót na górę strony

Warunki konieczne do leczenia 

Jak powstała koncepcja tej metody leczenia

Moja metoda leczenia polipów nosa i zatok

Jak wyglądało moje leczenie i co było najtrudniejsze

DIETA

O MOIM SPOSOBIE LECZENIA:


Uzdrawianie siłami natury poszerza perspektywę o nieoczekiwane aspekty życia
Leczenie polipów nosa siłami natury jest proste, ale nie łatwe
Uzdrawianie siłami natury przywraca zdrowie według wzorca, który ma wbudowany każda żywa istota
Prostota i efektywność procesu naturalnego leczenia polipów nosa
Czasem dół jest potrzebny, żeby zobaczyć górę. Idea uzdrawiania siłami natury zrodzona z zaawansowanej choroby.

Jak zrozumiałam co jest podstawą leczenia w ogóle

Uzdrawianie siłami natury
Agnieszka Matysiak 

Chorowałam od dzieciństwa

Odkąd pamiętam, cierpiałam na chroniczne katary, zapalenie ucha, zatok, zapalenie oskrzeli i astmę. Byłam uczulona na pyłki roślin, sierść zwierząt, mąkę, kurz domowy, pierze, zarodniki pleśni i długą listę innych alergenów.

 

Leki nigdy nie wyleczyły mnie z moich chorób

Stosowałam liczne leki obkurczające śluzówkę nosa i zatok oraz sterydy wziewne na astmę. Leki pomagały przez jakiś czas usunąć objawy, po czym dolegliwości wracały.
 
Kilka lat temu, podczas jednej z wizyt u laryngologa, dowiedziałam się, że mam liczne polipy w nosie oraz na zatokach. Przez jakiś czas używałam silnych sterydów do ich obkurczenia, a później leków podtrzymujących ten stan. Po kilku latach i to jednak przestało działać. Stan zatkanego nosa i wiecznie "cieknących" zatok stał się moim dniem codziennym. Lekarze zalecili mi zabieg FESS wraz z prostowaniem przegrody nosowej.
 

Mój instynkt protestował przeciwko operacji

Coś wewnątrz mnie protestowało przeciwko operacji. Czytałam liczne opinie o nawrotach polipów i konieczności powtarzania operacji, że o samych cierpieniach związanych ze stanem pooperacyjnym nie wspomnę.

 
Dodatkowo, ten sam "głos" we mnie sprzeciwiał się konieczności pozostania przez resztę życia na lekach sterydowych, aby stan czystych zatok i nosa po operacji utrzymać. Sterydy i inne leki zresztą nie dawały żadnej na to gwarancji.
 

Nie wiedziałam co robić dalej

Biłam się z myślami, nie wiedząc co dalej robić. Operacja nie, to co w takim razie? Przecież nie da się tak żyć.

 

Zaczęłam analizować swoją chorobę

Sytuacja bez wyjścia paradoksalnie pomogła mi w refleksji nad własną chorobą, wymuszając ją na mnie siłą. 
 
Nie umiałam odnaleźć przyczyny polipów nosa, a argument, że powodują je alergie, nie przemawiał do mnie. Alergie też mają swoją przyczynę i nie są nią alergeny. Gdyby były, wszyscy na świecie mieliby alergie, a tak nie jest. Co więc spowodowało moje polipy nosa i zatok?
 

Zrozumiałam, że objawy choroby to włączony alarm, a nie przeszkoda

Bezpośredniej przyczyny nie odnalazłam, ale zrozumiałam pośrednią, czyli to, co pogarsza sytuację - branie leków tłumiących lub usuwających objawy. 

 

Wyobraziłam sobie w plastyczny sposób, że objawy choroby są jak syrena i lampka alarmu, a branie leków dla uzyskania szybkiej ulgi jest niczym odcinanie kabla bez poznania powodu dlaczego alarm się włączył. Zagrożenie istnieje nadal, czujka alarmu jest pobudzona przez jakiś impuls, ale ponieważ świecąca żarówka i wyjąca syrena mi przeszkadzają, wyłączam je. Chcę komfortu już teraz. Mocno krótkowzroczne podejście.
 

A co, jeśli nie znajdę przyczyny choroby?

No dobrze. Wywnioskowałam, że leki usuwają objawy, ale nie przyczyny choroby. I to nie było dobre. Wiedziałam też, że operacja nie jest dobrym rozwiązaniem.  Ale nic ze znanych mi środków na moją chorobę nie działało, a innych pomysłów jak się wyleczyć nie miałam.

 
Przez chwilę przeraziła mnie myśl, iż jeśli nie znajdę rzeczywistej przyczyny swoich chorób i jej nie usunę, może się zdarzyć, że pozostanę w tym stanie przez resztę życia. Dość ponura to była wizja - brak węchu i smaku, zatkany nos i duszenie się co noc. Tak mam żyć? To ma być życie?
 

Leki osłabiły mój układ immunologiczny

Zaczęłam się dalej zastanawiać nad konsekwencjami tłumienia objawów lekami. Oczywiście przynosi szybką ulgę, ale co dokładnie powoduje w rezultacie? 

 

Znów plastycznie sobie wyobraziłam, że układ odpornościowy to moja prywatna armia, a stan zapalny i jego objawy stanowią sygnał, że nastąpił atak wrogiej armii i moja armia podjęła z nim walkę. Moje ciało (w tym wypadku nos i zatoki), to pole bitwy. Dlaczego wystąpił stan zapalny? Na to pytanie nie udało mi się odpowiedzieć.

 
Jeśli ingeruję lekami, bo walka obu armii jest dla mnie nieprzyjemna, doprowadzam do sytuacji, że obie armie zostają pozbawione sił, znieczulone i wróg - zamiast być usunięty, pozostaje na moim terenie, bo moja armia z powodu leków jest zbyt odurzona, żeby dokończyć to zadanie. 
 
Wywnioskowałam, że jeśli ten stan powtarzał się od dzieciństwa wielokrotnie, nieświadomie przyczyniłam się do osłabienia mojego własnego układu immunologicznego. Podejmuje on ciągle walkę, ale wróg, który nigdy ostatecznie nie opuścił mojego terenu (czyli ciała), stopniowo przejmuje coraz większy jego obszar.
 

Wyleczyć się = pozwolić układowi immunologicznemu działać

Zrozumiałam, że aby wróg został z mojego terytorium usunięty, muszę pozwolić mojej armii wykonać swoje zadanie do końca, żeby jednak je dokończyła, muszę zaprzestać odurzania jej lekami, co wytrąca jej broń z ręki.

 
Innymi słowy - muszę przyzwolić na sygnały toczącej się walki, czyli objawy.
 
Powstało pytanie czy jeszcze jest możliwe w tak zaawansowanej chorobie odzyskanie zdrowia i czystych zatok bez polipów? 
 
Uznałam jednak, że skoro ludziom udaje się wyjść samoistnie z raka i innych poważnych chorób, to ja z polipów wyleczę się tym bardziej. Gwarancji nie ma, ale jest duża szansa.
 
Analiza mojej sytuacji przypomniała mi o dwóch znanych mi wcześniej koncepcjach, które jednak dopiero połączone w jedną i wprowadzone w czyn - stały się sposobem na moje wyleczenie:
 
1 Samoregulacja organizmu
2 Działanie poprzez niedziałanie
 
Uważam je za warunki konieczne leczenia, czyli inaczej uzdrawiania siłami natury.
 
W ciągu wielu lat  spędziłam liczne godziny na staniu w kolejkach do rejestracji, tygodnie na czekaniu na wizytę u lekarza i znów kolejne godziny na czekanie  już pod samym gabinetem lekarskim. Wydałam spore kwoty na leki , z towarzyszącą temu świadomością, iż muszę ich używać do końca życia, żeby moja choroba nie wróciła… W moim przypadku nie musi już tak być.
Agnieszka Matysiak 
Uzdrawianie siłami natury

MOJE INSPIRACJE

Symbolika polipów nosa i chorób zatok

KORZYŚCI uzdrawiania siłami natury

Jak wyglądało moje leczenie i co było najtrudniejsze

MOJA METODA LECZENIA

Warunki konieczne do leczenia

Poprawa jakości życia w wyniku naturalnego leczenia polipów na zatokach

KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

ENGLISH VERSION