KONSULTACJE INDYWIDUALNE

online

KLIKNIJ po więcej informacji

KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Pareto

Lista kategorii tematycznych

Lista artykułów

Uczucie, które może męczyć dniami, tygodniami czy nawet latami. Wzięte pod lupę uwagi i uświadomione - "rozpuszcza się" w ułamku sekundy.

 

 

 

Szlag trafia znienacka

Lata temu pamiętam bardzo trywialne wydarzenie z mojego życia, które pomogło mi zrozumieć mechanizm, kiedy ktoś "mnie wkurza". Od tamtego czasu złość na kogoś w moim życiu, jeśli tylko się przydarzała, gościła jedynie na kilka minut, a nawet sekund, po czym - zrozumiana - znikała jeszcze szybciej niż się pojawiła. A z czasem - pojawiała się też coraz rzadziej, gdyż we mnie samej to zrozumienie wygenerowało "inną mnie", pozwalającą sobie żyć w prostszy, bardziej szczery z sobą samą sposób.
 
Cóż takiego się kiedyś wydarzyło?
 
Wsiadłam do prawie pustego autobusu i usiadłam na jednym z podwójnych siedzeń, kładąc mój plecak na siedzeniu obok. Czułam rozkosz i swobodę jazdy w ten sposób. Oprócz mnie w całym autobusie była może jedna osoba.
 
Na którymś z przystanków - do nadal prawie pustego autobusu - wsiadła kobieta i skierowała się prosto w moją stronę i, wskazując na siedzenie obok mnie, na którym leżał mój plecak, zapytała : "mogę tu usiąść?", a ja - bez sekundy zastanowienia odpowiedziałam: "tak, proszę", zdejmując z siedzenia plecak i robiąc na nim miejsce kobiecie.
 
Jednocześnie w tym momencie trafił mnie przysłowiowy szlag. Ogarnęła mnie wielka złość na tą kobietę. W głowie rozpoczęła mi się gonitwa najgorszych myśli pod jej adresem. Złościło mnie, że jak mogła mi "zabrać" akurat moje wygodne siedzenie, skoro tyle było ich do wyboru w pustym autobusie!
 

Złość "na" drugiego człowieka tak prawdziwa, że aż niemożliwa się wydaje możliwość innego jej źródła

Złość ta targała mną przez kilka przystanków wspólnej podróży, i już nie byłam w stanie nią się cieszyć, jak miało to miejsce zanim ta kobieta przysiadła się do mnie. Czułam jednocześnie jakoś wewnętrznie, że ta złość jest "bez sensu", że kobieta jest Bogu ducha winna i że ja też w sumie nie mam w tym żadnej winy, że tak okropnie się złoszczę. Skąd więc tak silne we mnie emocje?
 

Wola i determinacja dla zbadania prawdziwej przyczyny - "włącza" mechanizm "skanowania" zawartości umysłu

Wysiadłam z autobusu, złoszcząc się nadal niemiłosiernie i usiadłam na przystanku z silnym postanowieniem, że nie ruszę się z niego dopóki nie rozwikłam tej zagadki. Czułam, że rozwiązanie jest banalne z jednej strony, a z drugiej - że nadszedł moment, iż nie chcę już dłużej pozwalać na to, aby osoby czy wydarzenia zewnętrzne miały wpływ na tak niekomfortowy stan emocjonalny, w jakim się znalazłam. Czułam, że nie chcę mieć w sobie nic takiego, co powoduje, że zewnętrzne okoliczności mają do dyspozycji coś w rodzaju sznurków, za które - kiedykolwiek mają ochotę pociągnąć - ja od ich wpływem reaguję niczym marionetka bez żadnej woli.

 

Nie wiem czy spowodowała to sama chęć i determinacja, że tak bardzo chcę to zrozumieć i tym się tak bardzo mocno zająć, zamiast przejść nad tym do porządku dziennego i reagować tak jak dotychczas, że moment eureki pojawił się dosłownie w ciągu kilku minut od opuszczenia autobusu i rozpoczęcia analizy sytuacji. Niemniej, zrozumiałam przyczyny mojej złości i skończyła się ona dosłownie w sekundę od momentu, kiedy pojawiło się we mnie to zrozumienie.

 

Prawda o nas samych uwalnia nas od złości na drugiego człowieka

Dotarło do mnie, że tak naprawdę wcale nie miałam ochoty zgodzić się na prośbę tej kobiety czy może się do mnie dosiąść w prawie pustym autobusie. Chciałam siedzieć sama dopóki było w nim tak luźno i się tym cieszyć. To co naprawdę chciałam powiedzieć, to było "NIE" . Wolałam, żeby pani usiadła sobie gdzie indziej albo - skoro już się zgodziłam, bo przecież miała prawo usiąść gdziekolwiek w publicznym autobusie - mogłam ja sama przesiąść się gdzie indziej, żeby móc sobie siedzieć swobodnie. Ja natomiast nie zrobiłam nic z tych rzeczy. Pozostałam sparaliżowana i zła nieruchomo w tym samym miejscu.

 

Złość jest zakamuflowanym smutkiem, że kosztem siebie, dbamy o potrzeby kogoś innego

To co stało się tak naprawdę, to było to, że postąpiłam wbrew temu co czułam, że moje słowa przeczyły temu, co miałam ochotę powiedzieć i do czego w sumie miałam pełne prawo w tych okolicznościach. Nie dałam sobie wewnętrznie prawa do bycia szczerą i do zaspokojenia mojej potrzeby swobody, kiedy nie robię tego niczym kosztem. Jakiś "zabraniacz" we mnie kazał mi odpowiedzieć coś, co było "trzeba" powiedzieć, bo "zawsze trzeba ustępować miejsca". Mimo że sytuacja tego nie wymagała wcale.

 

Kiedy autobus byłby pełny, byłoby to oczywiste, że nie mogę siedzieć rozparta na dwóch siedzeniach, kiedy ktoś potrzebuje usiąść na siedzeniu obok, ale w pustym kompletnie autobusie?

 

Ten kto zaspokaja swoje potrzeby, "nie potrzebuje" być zły na innych

Odkryłam, że w gruncie rzeczy byłam, mówiąc w uproszczeniu, zła na siebie, że nie mam odwagi stanąć niejako w swojej obronie i wyrazić szczerze to, czego potrzebuję. Zamiast tego, mój umysł "przerzucił" winę za moje uczucia na osobę z zewnątrz, czyniąc ja "winną" mojego stanu. Może kiedyś, kiedy byłam mała, pomagało mi to lepiej znosić podobne sytuacje? Czas jednak było już wyjść w dorosłe życie i przestać obwiniać świat zewnętrzny za moją nieuświadomioną nieszczerość, której zostałam nauczona. Nielojalności wobec własnych potrzeb na korzyść cudzych.

 

Złość mi wtedy przeszła, kiedy zrozumiałam jej mechanizm, co nie oznacza, że już nigdy więcej nie wróciła. To wydarzenie jednak pozwoliło mi przy każdej następnej okazji skrócić okres jej odczuwania do dosłownie sekund, jak tylko udało mi się zrozumieć z czym znowu nie byłam szczera i lojalna wobec siebie. Odkąd zaczęłam reagować adekwatnie do tego co myślę i czuję, a jednocześnie robić to w poszanowaniu potrzeb drugiej osoby, przestała mieć jakąkolwiek władzę nade mną.

 

 

 

Mechanizm złości

03 lutego 2021
Dobra rozmowa jest nam potrzebna do życia tak samo jak powietrze, woda i pożywienie dla ciała. Jest tą przyprawą, bez której życie nie ma smaku i jest jedynie pustą egzystencją.

Powrót na górę strony

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Pareto