Powrót na górę strony

DIETA

Jak wytrzymać, czyli największe wyzwania

Co konkretnie zrobiłam, żeby zacząć zdrowieć

3 bazowe założenia USN

Skąd się w ogóle wziął ten pomysł?

O MOIM SPOSOBIE LECZENIA:

Następnego dnia, a właściwie jeszcze tej samej nocy, zaczęłam działać. A w zasadzie - według nowej wiedzy - przyzwalać na działanie sił natury.

Zrozumienie pojawia się wraz z inną perspektywą
Zapytałam sama siebie - skoro moje ciało samo leczy mój zraniony palec, to dlaczego nie leczy polipów na zatokach? Teoretycznie powinno, ale zamiast tego moja choroba zatok coraz bardziej się rozwija. Dlaczego? Jaka jest różnica między palcem a sytuacją polipów nosa?

Dlaczego nie stosuję leków w sytuacji zranionego palca i palec wraca do zdrowia?
Dlaczego stosuję leki w sytuacji polipów na zatokach i nie tylko, że zatoki nie wracają do zdrowia, ale ich stan ciągle się pogarsza?

Logika sugerowałaby, że to co różni obie sytuacje, to zastosowanie leków w kuracji. Wszystko zaczęło wskazywać na to, że to one w jakiś sposób są przeszkodą w zdrowieniu zatok i bazując na zasadzie samoregulacji, jeśli zniknie czynnik przeszkadzający w odzyskaniu równowagi, zatoki powinny wyleczyć się automatycznie. Przynajmniej teoretycznie. To był dla mnie ważny przełomowy moment, w którym zyskałam jasność co dalej i postanowiłam sprawdzić czy rzeczywiście odstawienie leków w moim przypadku przyniesie w rezultacie zniknięcie polipów i zdrowie zatok.

EUREKA

Uzdrawianie ma miejsce zawsze, nawet jak "ty" nie działasz
W sumie, poniekąd, jest w ciągu każdej doby mojego życia taka część, w której tej świadomości nie mam… Kiedy śpię. I co się wtedy ze mną dzieje? Wiele na ten temat nie wiem. Wiem tylko, że nadal żyję, kiedy się ze snu budzę. Odzyskuję świadomość, wstaję i już świadomie funkcjonuję. Zaczęłam się zastanawiać głębiej nad tym funkcjonowaniem po wybudzeniu każdego dnia i dotarło do mnie, że w przeszłości często uświadamiałam sobie w takich momentach, że coś mi się od poprzedniego dnia zagoiło, wygładziło, czasem pogorszyło, ale tylko po to, by w ciągu kilku dni się polepszyć… Że w tym czasie, mimo, iż “ja nic nie robiłam, tylko sobie spałam”, coś we mnie utrzymywało bicie serca, naprawiało uszkodzenia, zabliźniało, usuwało toksyny, utrzymywało stałą temperaturę ciała w różnych warunkach, oddychało, trawiło jedzenie i wykonywało sporo innych czynności, o których w większości nawet nie wiem. Odkryłam, że jest to jakaś część mnie, która żyje niezależnie od mojej świadomości. I że bez świadomości nieźle jej idzie utrzymywanie mnie przy życiu. Że w pewnym sensie “zarządza” ciałem i może czymś jeszcze.

Doszłam do wniosku, że moje ciało w czasie snu próbuje osiągnąć stan zdrowia i że samo “wie” co i jak w tym celu należy zrobić. Świadoma “ja” nie potrzebuje nic robić w czasie snu, żeby rano się obudzić z wyleczoną raną. Co więcej - świadoma “ja”, z - jak pokazała dotychczasowa praktyka - zupełnym brakiem kompetencji w kwestii współpracy z własnym organizmem, czyni w tym stanie więcej szkody niż pożytku. Dla dobra więc całości systemu lepiej by było, żeby się na jak najdłużej wyłączała lub doedukowała w takim stopniu, aby w swoim aktywnym czasie wspierać działania organizmu, a nie je sabotować.

Dotarło do mnie, że ta moja świadoma część nie posiada funkcji i mocy uczynienia mnie zdrową, czyli nie potrafi “skleić” złamanej kości czy zabliźnić rany, ale może to dla mnie zrobić mój organizm, jeśli ta świadoma część mnie będzie podejmowała służące mu decyzje. Pozostawało jeszcze sprecyzować, jakie decyzje organizmowi służą.

Te rozważania uprzytomniły mi, iż mój organizm jest jednostką o dużej autonomii, która pracuje, dążąc do optymalnego w danych warunkach stanu. I że z każdego zawahania równowagi dąży do jej odzyskania. Z każdej rany, do zabliźnienia, z każdego uszkodzenia do możliwej całości. Słowem - jest zaprogramowany na zdrowie, na ile jest to możliwe, samoregulację, która jest wrodzonym procesem zachodzącym dopóki organizm żyje i przebiegającym niezależnie od mojej świadomości tego procesu. Do tej pory tej świadomości nie miałam, a mimo to z chorób, przynajmniej mniej poważnych i skaleczeń, samoistnie, dzięki samoregulacyjnej zdolności organizmu, wychodziłam.

SAMOREGULACJA...

Leczenie polipów na zatokach dzieki naturalnej samoregulacji ciała
W trakcie poszukiwań odpowiedzi na pytanie, dlaczego oddalam się od zdrowia zamiast się do niego zbliżać, pojawiło mi się inne pytanie - czy ja w ogóle jestem w stanie na to pierwsze odpowiedzieć? Bo czy ja wiem, o czym mówię? Czy ja wiem, do czego się próbuję zbliżyć, a w rezultacie się oddalam? Zapytałam siebie czy ja w ogóle mam pojęcie, czym jest zdrowie?, skąd się ono bierze?, co czyni człowieka zdrowym, a co nie? i co jest odpowiedzialne za zdrowie?

Stopniowo zaczęło do mnie docierać, że moje świadome wysiłki z jakiegoś powodu przynoszą odwrotny od zdrowia efekt. Wniosek - zatem coś w mojej świadomości ma wpływ na ten stan. Ale co? Nie umiałam początkowo na to odpowiedzieć. Zapytałam więc siebie przewrotnie, co by się stało, gdyby moja świadomość się wyłączyła. Czy ciału będzie lepiej, gorzej, czy może bez zmian? I wtedy coś mi zaczęło świtać.

SKĄD SIĘ BIERZE MOJE ZDROWIE?

Kolejny krok, to było odpowiedzieć sobie na pytanie - no i co teraz z tą wiedzą, że już dalej ani kroku? Dla precyzji - ani kroku dalej “po staremu”.

Zaczęła mnie nachodzić głęboka refleksja nad historią mojej choroby oraz pytania, w jaki sposób znalazłam się w tym punkcie. Zaczęłam pytać samą siebie, co jest nie w porządku. W czym tkwi błąd?

ANI KROKU DALEJ WEDŁUG DOTYCHCZASOWEGO MYŚLENIA

Momentem tym okazało się uzmysłowienie sobie, że osiągnęłam stan kryzysu polegającego na krytycznych trudnościach w oddychaniu (z powodu przerostu tkanki polipowej na obszarze wszystkich przestrzeni zatok, łącznie z ich ujściami) i niemożności poprawy tego stanu za pomocą dostępnych znanych mi środków medycyny konwencjonalnej oraz naturalnej, a z drugiej - wewnętrznego braku zgody na rozwiązanie operacyjne. Osiągnęłam punkt, w którym, według mojej dotychczasowej wiedzy, nie byłam w stanie zrobić ani kroku dalej bez dokonania jakiegoś całkowitego wewnętrznego przewartościowania. I to był tak naprawdę punkt zwrotny, kluczowy w moim leczeniu. 

LEKI PRZESTAŁY DZIAŁAĆ, ALE OPERACJI NIE CHCĘ

Bardzo duży wpływ, odkąd pamiętam, słowa te miały na moje życie. Towarzyszyły mi, odkąd pierwszy raz za młodych lat przeczytałam je w książce “Człowiek w poszukiwaniu sensu” i wywarły na mnie spore wrażenie. Nie do końca jeszcze wiedziałam co oznaczają, ale coś we mnie czuło, że są dla mnie prawdziwe. Przyszedł jednak na mnie taki moment, kiedy dotarło do mnie, że wiem już, o co w nich chodzi. Kiedy przyszło mi zmienić siebie, bo sytuacji zewnętrznej już nijak się nie dało.  

Kiedy nie jesteśmy już w stanie zmienić okoliczności - stajemy w obliczu konieczności zmiany siebie . 
(When we are no longer able to change a situation - we are challenged to change ourselves). 

Viktor E. Frankl 

Uzdrawianie siłami natury wymaga hartu ducha i cierpliwości, ale przynosi spektakularne efekty
Porządek jest. Niezależny od nas. Ale możemy z tym walczyć. I przegrać. A i tak wygrać.
Uzdrawianie siłami natury jest jak dialog, a zdrowie - jak owoc tego dialogu
Jako pierwszy efekt rodzącej się świadomości własnej wewnętrznej komunikacji, podjęłam świadomą decyzję o zaprzestaniu moich dotychczasowych aktywnych działań przynoszenia natychmiastowej ulgi ciału za pomocą leków, uznawszy, że przynosi więcej szkody aniżeli pożytku. Zdecydowałam (po raz drugi w życiu), iż nie poddam się operacji zatok, na rzecz przyzwolenia na działanie tzw. sił natury. Innymi słowy, przejdę w tryb działania poprzez niedziałanie, zezwolę organizmowi na przejęcie kontroli nad procesem samoregulacji, w pełnej jednakże gotowości, aby pomagać mu w tym procesie, a nie, jak dotąd, wyręczać i przeszkadzać.

DECYZJA O ODROCZONEJ GRATYFIKACJI

Dostrzegłam, iż język ciała jest językiem niewerbalnym. Jeśli zazwyczaj przebiegający automatycznie proces przetwarzania tego języka na język decyzji umysłu został zaburzony, i należy na nowo uchwycić jego zasadę działania i świadomie wprowadzić go w nowy, poprawny nawyk, czytanie i interpretacja mogą stanowić nie lada wyzwanie. Przemawia bowiem odczuciami w ciele (mrowieniami, łaskotaniami, bólem, skurczami, drętwotą itp.) i/lub emocjami (smutek, żal, strach itp.) i zawiera niezwykłą ilość subtelności. Od poziomu empatii oraz wiedzy własnego umysłu zależy jak dokładnie zostanie zrozumiane, a w dalszym procesie - zaspokojone zostaną jego potrzeby.

Jest niczym sposób porozumiewania się niemowlaka, który jeszcze nie wykształcił zdolności komunikacji za pomocą języka i aby dowiedzieć się, czego mu potrzeba, konieczny jest cały proces domyślania się i badania jego reakcji na propozycje opiekuna, gdzie kluczowym sprawdzianem trafności domysłów jest zadowolenie i w dłuższej konsekwencji zdrowie podopiecznego. Podobnie przebiega komunikacja wewnątrz dorosłego człowieka, z tym, że jak zrobimy lub podamy sobie coś, co nam nie służy, zamiast płaczu uzyskamy skutek w postaci dyskomfortu ciała w mniej lub bardziej zrozumiałej formie, a w dłuższej perspektywie kiepskiej komunikacji - utratę równowagi i chorobę.

Umysł, dla odmiany, często posługuje się myślami, które w pewnym stopniu da się wyrazić słowami. W uproszczeniu, posiada zdolność odbierania sygnałów ciała, ich interpretacji na podstawie dostępnych informacji oraz podejmowania decyzji. O jakości jego decyzji mówi stan jednostki i jej zdrowie w każdym wymiarze.

Nie było z tym stanem u mnie najlepiej. Postanowiłam się bliżej przyjrzeć, jak się ze sobą moje ciało i mój umysł porozumiewają i czy można w tej kwestii coś poprawić. I jeśli tak, to co i jak.

Przypomniałam sobie jak podejmowałam decyzje w przeszłości. Na podstawie jakich sygnałów od ciała podejmowałam jakie decyzje i jakie okazały się ich konsekwencje.

Zauważyłam, że w komunikacji pomiędzy moim ciałem a umysłem, często popełnianym przeze mnie (w skrócie - umysł) błędem jest niewłaściwy odczyt informacji płynących od ciała. Na czym polegała ta “niewłaściwość”? Na przykład, ciało wysyłało sygnał w postaci mdlącego uczucia w żołądku, co umysł interpretował jako głód. Ciało dostawało jedzenie, po czym zaczynało się czuć źle, a uczucie w żołądku pozostawało. W bibliotece umysłu to uczucie figurowało jako głód, a głodem nie było. Do czasu weryfikacji tego odczucia i zastosowania nowego podejścia, umysł “pakował” za każdym razem w ciało jedzenie przy podobnym odczuciu, popadając w coraz większą frustrację, gdyż widział skutki tych decyzji, ale nie wiedział, co jest źle i jak inaczej się dowiedzieć, czego ciało potrzebuje.

Nie do końca miałam jasność, co zrobić z niewłaściwym odczytem i jak przekuć go na właściwy. Jak wyrwać się z kręgu niewłaściwej interpretacji sygnału ciała. Nie pozostawało nic innego jak zdobyć wiedzę doświadczalną i z nowym podejściem ZATRZYMAĆ się przy każdym sygnale ciała, który w przeszłości interpretowany był niewłaściwie i zastanowić się nad inną jego interpretacją, która zaowocuje lepszą, bardziej mu służącą decyzją. POSTANOWIŁAM, ŻE JAK POCZUJĘ ZNANE ODCZUCIE - ODCZEKAM KILKA MINUT ZANIM PODEJMĘ DECYZJĘ CO DO POTRZEBY CIAŁA. To nie było wiele na początek, ale przynajmniej wyszłam z pozycji, gdzie nie mogłam zrobić żadnego dalszego kroku. Pojawił się nowy cel, a właściwie stary i ten sam - zdrowie, i zmodyfikowany nieco sposób dla jego uzyskania - poprawienie wewnętrznej komunikacji ciała i umysłu, w wyniku której moje własne decyzje zaczną mi służyć, a nie pogrążać jeszcze bardziej w chorobie.

JĘZYK EMOCJI I JĘZYK MYŚLI

Zauważyłam w toku dalszych rozważań, że posiadam w mojej własnej istocie dwie zasadnicze jednostki współpracujące ze sobą, aby m.in. utrzymać mnie przy życiu, czyli istotę cielesną/czującą (fizycznie i psychicznie), w uproszczeniu organizm czy też CIAŁO oraz istotę myślącą, w uproszczeniu UMYSŁ (ta świadoma część mnie, która z reguły dotąd ciału utrudniała i przeszkadzała). Nie wnikam w żadne bardziej ideologiczne ani zawiłe podziały. Chodzi mi o pewne uproszczenie dla łatwiejszego przekazania swojej myśli.

Zwróciłam uwagę, iż istnieje pomiędzy nimi swoisty “dialog”, rodzaj komunikacji, i jakość tej komunikacji w sporej mierze decyduje o utrzymaniu mnie przy zdrowiu, lub o zachwianiu równowagi, w dłuższej perspektywie prowadzącym do chorób.

Zrozumiałam, że pewnie w zdrowym organizmie komunikacja ta nie musi być w ogóle przedmiotem rozważań, że można zupełnie dobrze funkcjonować nie wiedząc o jej istnieniu, bo działa naturalnie i automatycznie. Kiedy jednak dojdzie do kryzysu, tak jak w moim przypadku, potrzebne jest odtworzenie całego mechanizmu i reedukacja, gdyż sam fakt kryzysu wykazał, że w mechanizmie decyzyjnym (umyśle) tkwi błąd i wadliwie funkcjonujący umysł stanowi zagrożenie dla życia jednostki, czyli w tym wypadku mnie. Trzeba zatem od nowa, a może po raz pierwszy w życiu (?) nauczyć się go używać dla własnego dobra.

DIALOG UMYSŁU I CIAŁA

Zrozumienie na czym polega uzdrawianie i początek leczenia

Przełom w myśleniu i wielki początek

Uzdrawianie siłami natury
Agnieszka Matysiak 
W ciągu wielu lat  spędziłam liczne godziny na staniu w kolejkach do rejestracji, tygodnie na czekaniu na wizytę u lekarza i znów kolejne godziny na czekanie  już pod samym gabinetem lekarskim. Wydałam spore kwoty na leki , z towarzyszącą temu świadomością, iż muszę ich używać do końca życia, żeby moja choroba nie wróciła… W moim przypadku nie musi już tak być.
Nie udostępniam mojego dziennika na stronie, ale zainteresowanym osobom, na życzenie, mogę go przesłać w formie pliku pdf - nieodpłatnie, zaktualizowanego na dzień wysłania.
Agnieszka Matysiak 
Uzdrawianie siłami natury

MOJE INSPIRACJE

Symbolika chorób zatok

Korzyści uzdrawiania siłami natury

Największe wyzwania w uzdrawianiu

Jak konkretnie zaczęłam?

3 bazowe założenia USN

Poprawa jakości życia w wyniku naturalnego leczenia polipów na zatokach

KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

ENGLISH VERSION