KONSULTACJE INDYWIDUALNE

online

KLIKNIJ po więcej informacji

KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Pareto

Lista kategorii tematycznych

Lista artykułów

Czy to co złe jest złe samo z siebie czy jest takie dlatego, że je jako takie osądzamy? Jak by się zmieniło nasze życie gdyby od dziś zacząć postrzegać siebie, innych i świat - rzeczywistość - taką jaka jest? Jak to zrobić?

 

 

 

 

 

 

Jak tanio i łatwo znaleźć spokój i szczęście?

Wielu z nas w ciągu życia nie przychodzi nawet do głowy, żeby w rutynie codziennego dnia zatrzymać się i przyjrzeć sobie, innym ludziom i zjawiskom z naszego, choćby tylko najbliższego otoczenia. Po co mielibyśmy to w ogóle robić? Musielibyśmy mieć do tego dobry powód.

 

A co gdybyśmy się dowiedzieli, że taka pozorna drobnostka mogłaby wnieść bardzo korzystne zmiany do naszego życia? Tylko przyglądanie się wszystkiemu bez żadnej reakcji. Prawie zero wysiłku z naszej strony. A mogłoby to zwiększyć nasz poziom energii, poprawić zdrowie i samopoczucie, relacje z ważnymi osobami i ludźmi w ogóle. Czy uwierzylibyśmy, że to w ogóle możliwe? Że od "tylko takiego czegoś" może się cokolwiek zmienić i to na "lepsze"? Czy też raczej posłalibyśmy kogoś, kto nam składa taką propozycję, do diabła, sugerując, żeby nie opowiadał bzur i nie zawracał nam głowy, bo jesteśmy zajęci ważnymi sprawami?

 

W którym miejscu zaczyna się problem?

Wyobraźmy sobie człowieka, o którym powiemy na dwa sposoby:

 

  1. On jest gruby.

  2. On waży 100 kg i mierzy w pasie 120 cm.

 

Co odróżnia te dwie wypowiedzi? 

 

Nie wiem, co przyszło do głowy Czytelnikowi, mnie natomiast nasuwa się, iż pierwsza wypowiedź jest opinią, druga natomiast - stwierdzeniem faktu (przedstawieniem faktów). Z pierwszą można się nie zgadzać i jej zaprzeczyć oraz wydać całkiem inną, bo na przykład osoba uznana przez kogoś za grubą (według jej kryteriów), dla innej może być całkiem szczupła (np. dla kogoś kto waży 250 kg i obwód jej pasa wynosi 200 cm). Co więcej - może wzbudzać nieprzyjemne emocje, wyrządzić komuś przykrość. Druga wypowiedź natomiast zawiera obiektywne informacje, z którymi nie da się nie zgadzać jeśli są rzetelne. To znaczy - można - ale zaprzeczanie faktom nie zmieni faktów jako takich. 

 

Czy dla wszystkich, którzy widzą osobę z powyższego opisu, ona będzie "gruba"? Nie. Czy dla wszystkich, gdyby mieli okazję ją zważyć i zmierzyć, ważyłaby 100 kg i mierzyła 120 cm w pasie? Tak.

 

Czy wszyscy mówiący o kimś, że jest gruby, czuliby się z tym komfortowo? Nie sądzę. Czy wszyscy, którzy z jakichś powodów mierzyliby i wążyli osobę, zapisując jako wynik 100 kg i 120 cm w pasie, czuliby się z tym ok? Podejrzewam, że tak.

 

Złe - dobre, przyjemne - nieprzyjemne, to konstrukty naszego umysłu, które rodzą konsekwencje

W praktyce oznacza to tyle, iż nie postrzegamy osoby jako grubej. Przed nami stoi człowiek, który wygląda jak wygląda. Neutralnie. Ma jakieś ciało. Określenie "gruby" zakodowane jest w naszym umyśle. Patrząc na człowieka, który tak wygląda - ma takie proporcje ciała - "odruchowo" przylepiamy mu etykietkę "gruby", bo w ten sposób o takich proporcjach ciała wyrażali się nasi dziadkowie, rodzice, koledzy w szkole, ludzie w telewizji - słowem - cała społeczność, w której się wychowaliśmy i której sposobem myślenia nieświadomie nasiąkliśmy.

 

Osąd jest w nas, a wraz z nim - emocje i odczucia

Nawet przez myśl nam nie przyjdzie, że to określenie nie przynależy do tej osoby - tylko do nas. Ona nie jest gruba. Ona jest gruba w naszym pojęciu. Konsekwencją takiego postrzegania jest zaś to, iż "kupiliśmy" osąd, przekonanie na temat rzeczywistości i nie widzimy już rzeczywistości, jaka faktycznie jest. Określenie "gruby" nie jest neutralne, w odróżnieniu od przytoczenia faktów o kilogramach i centymetrach. Mimo, iż nie zdajemy sobie z tego sprawy, zawiera element emocjonalny - dlatego wielu z nas nie powie tak do drugiego człowieka. Dlaczego? Bo "kupiliśmy" to określenie wraz z niewidzialną informacją, które zawiera. I ta informacja nie przywołuje miłych skojarzeń. Rodzi przykrość. Bo tak został zaprogramowany nasz umysł.

 

Wiele cierpienia tego świata pochodzi nie z tego jaki świat jest faktycznie, naprawdę, ale z tego jak go postrzegamy przez pryzmat informacji na jego temat (osądów wraz ze skojarzonymi z nimi emocjami) zgromadzonych w naszych umysłach oraz jakie zgodnie z tym co postrzegamy - podejmujemy działanie. 

 

Coś, co dla jednego śmierdzi, dla drugiego może być niebiańską wonnością, to co komuś wydaje się brzydkie, może stanowić piękno dla kogoś innego. 

 

Okej - powie ktoś. Ale co z tego, że tak jest i że tak mamy, wynika? 

 

Wynika to, że jest to dla nas bardzo dobra wiadomość. Że jest to wiedza, która - jeśli ją posiąść i świadomie z niej korzystać - pomaga nam spokojnie żyć, gdyż otwiera nam oczy na to, że źródłem cierpienia nie jest to co się dzieje na zewnątrz nas, lecz "naładowane emocjonalnie" osądy na temat rzeczywistości, które przyswoiliśmy. Również osądy na temat nas samych. Osądy zaś, gdy je sobie uświadomić, ulegają neutralizacji i przestają zaburzać nasze postrzeganie świata. I nie potrzebujemy do tego nikogo ani niczego z zewnątrz naprawiać i w żaden sposób zmieniać.

 

Lustereczko, powiedz przecie...

Kiedy patrzymy w lustro i czujemy smutek, to nie wynika on z naszego wyglądu czy naszej osoby jako takiej. Jest wynikiem osądu na nasz temat, według kryteriów zakodowanych w naszym umyśle. Jeśli nie zaczniemy szukać powodu tego smutku w sobie, utkniemy nieszczęśliwi w usiłowaniach zmiany swojego wizerunku na taki, który naszym kryteriom będzie odpowiadał. Nie będziemy w stanie spokojnie i pogodnie zaakceptować tego kim jesteśmy teraz. Będziemy dążyć do jakiegoś wzorca, który jest tylko w naszym umyśle, nigdy "po drodze" nie doznając zaspokojenia i satysfakcji, budząc się i zasypiając sfrustrowani, że to ciągle jeszcze "nie to".

 

Co więc robić? Czy jest jakaś szansa na wyjście z tej matni?

 

Ciało, powiedz przecie...

Na początek - "jedynie" (choć to może się okazać bardzo wiele) zauważając, że widzimy siebie okiem nie neutralnym, które dostrzega fakty - imię, wzrost, kolor włosów, wiek, wagę, ubranie, wykształcenie, otoczenie, w którym mieszkamy - które nie są ani dobre ani złe i "nie robią nam" nic, lecz jako zbiór opinii - gruby, pulchny, chudy, krótkie nogi, długie, niechlujne ubranie, krzywe zęby, "tylko" po podstawówce, nudna, leniwa - i że w wyniku tego "widzenia" przychodzą do nas uczucia i doznania w ciele, które z tymi osądami są w naszym umyśle skojarzone. Bywa ich mnóstwo w ciągu każdego dnia, o istnieniu czego nie mamy pojęcia, a co ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie.

 

Gdybyśmy odtąd zaczęli zwracać w każdej wolnej chwili uwagę na to co się dzieje w naszym ciele w związku z tym co widzimy, czego dotykamy, czego smakujemy i każdemu takiemu doznaniu czy emocji poświęcili chwilę refleksji, mielibyśmy okazję sprawdzić jak dochodzi do tego, że tak, a nie inaczej zaczynamy się w ciągu dnia czuć. 

 

Panta rei - wszystko płynie (przemija)

Wszystko na świecie ma naturę przemijającą. Życie jest w nieustannym ruchu. Nic nie trwa wiecznie. Również nasze uczucia i doznania. I przyjemne i nieprzyjemne prędzej czy później przemijają. Przychodzą i odchodzą. Niezależnie od tego czy próbujemy je zatrzymać czy do nich nie dopuścić - uczucia pojawiają się, by za jakiś czas zniknąć. Nasz wysiłek ich nie powstrzyma, ale może powiększyć naszą frustrację, gdy stawiamy opór temu, co przychodzi, a według naszego osądu jest nieprzyjemne, lub powstrzymujemy przemijanie tego, co przyjemne i co chcielibyśmy zatrzymać na dłużej. 

 

Jak to! Czuć i nie reagować?!

Co mogłoby się zadziać gdyby zacząć regularnie poddawać obserwacji swoje odczucia i emocje w reakcji na świat zewnętrzny czy samego siebie? Odkrylibyśmy, iż nasze samopoczucie bierze się nie stąd, że ktoś lub coś tak czy inaczej się zachował w naszym otoczeniu, ale że nasz osąd tego zachowania przywołał emocje i odczucia, które nasz umysł ma skojarzone z takim zachowaniem.

 

Wiedząc, że są one tymczasowe i miną (lub samodzielnie to sprawdzając czy jest tak rzeczywiście), gdy pozwolimy na nie, choćby były mocno niesympatyczne, przestalibyśmy walczyć z kimkolwiek czy czymkolwiek - słownie, czynem czy w myślach - lecz ten czas zaczęli wykorzystywać na bycie ze sobą, w zaciszu własnego ciała i umysłu.

 

Wracając ze swojej oazy do świata orientowalibyśmy się, że ten świat wydaje się już inny - spokojniejszy, bezpieczniejszy i w jaśniejszych kolorach. Ale nie dlatego, że on się zmienił, ale my. Dlatego, że jakiś osąd, który aktywował się nam pod wpływem tego, czego właśnie doświadczyliśmy, i przywołał powiązane z nim emocje i odczucia z przeszłości, na skutek naszej decyzji, aby przyjąć je i pozwolić im się całkowicie rozpuścić, zniknął z naszego umysłu.

 

Zatem świat, który po powrocie ze swojej samotni postrzegalibyśmy, byłby tym samym światem, ale "soczewki", przez które byśmy go postrzegali, "przeczyściłyby się", przez co wydawałby się inny, "lepszy" niż ten "poprzedni". Szklanka z do połowy pustej "zrobiłaby" się do połowy pełna.

 

To jak to jest z tą szklanką?

Tak naprawdę w szklance było od początku wody do połowy jej objętości. Symbolicznie - jeśli w naszym umyśle zakodowane mieliśmy doświadczenia z brakiem czegoś potrzebnego, odejściem, zniknięciem i zagrożeniem wynikającym z tego, że kogoś bardzo ważnego dla naszego przeżycia zabrakło, nasza uwaga będzie skupiała się na tym co do naszych doświadczeń z przeszłości podobne, a nasz umysł - przywoływał dawne skojarzenia. Będziemy się martwić tym, iż szklanka jest pusta do połowy nie zdając sobie sprawy z absurdalności tego stwierdzenia.

 

Samo określenie "pusta do połowy" wskazuje na postrzeganie niedostatku tam, gdzie go logicznie rzecz biorąc nie ma. Naczynie, które jest puste, jest puste, gdy nie ma w nim nic. Jeśli coś w nim jest, to ono - choćby było wypełnione w pięciu procentach, nie jest już puste. Nasz osąd jednak, to nie tylko logika i rozum, ale powiązane z naszym osądem uczucia i doznania. Ten, kto doświadczył bólu z powodu braku, nie zobaczy szklanki do połowy pełnej nie dlatego, że nie widzi tej wody, która w niej jest, lecz dlatego, iż jego lęk rozedmie do olbrzymich rozmiarów obraz tego, czego się obawia - tej pustej części. Nie zobaczy rzeczywistości takiej, jaką ona jest, ale taką, jaką podpowiada mu jego doświadczenie zakodowane w osądzie na temat rzeczywistości.

 

I jaki z tego morał?

  1. Rzeczywistość jest neutralna - ani dobra ani zła.

  2. To co czujemy - przyjemne, neutralne lub nieprzyjemne, jest wytwarzane w naszym umyśle na podstawie osądu rzeczywistości, w nim zakodowanego na podstawie przeszłych doświadczeń - osobistych i/lub zbiorowych. 

  3. Nasze samopoczucie zależy od nas, a nie od rzeczywistości zewnętrznej.

  4. Możemy, wykorzystując do tego każdą wolną chwilę, zacząć obserwować siebie i świat, zauważając w jakich okolicznościach pojawiają się nasze uczucia i sensacje w ciele.

  5. Jeśli poddamy się temu, co czujemy, bez oporu, dostrzegając towarzyszące naszym emocjom i doznaniom osądy, zaczniemy żyć znacznie spokojniejszym i szczęśliwszym życiem niezależnie od okoliczności zewnętrznych.

  6. Wiedząc, że wszystko przychodzi i odchodzi, pokonamy lęk przed tym co nieprzyjemne, a co w danej chwili jest w naszym życiu oraz rozczarowanie, że nie ma już w nim tego, co było przyjemne, a co przeminęło.

  7. Zaczniemy żyć przyjmując życie takim, jakie jest - ciesząc się, że mamy pół szklanki wody "jakby co" i ufając, że jak się skończy, to gdzieś znajdziemy źródło, aby ją ponownie napełnić.


 

Pokrewne artykuły:






Słowa, które mają moc zmieniać nasze uczucia

25 października 2021
Palenie pomaga tłumić dawne smutki. Aby stać się wolnym, trzeba je "wziąć na klatę, jeszcze raz poczuć i ochota na papierosy zniknie samoistnie.

Powrót na górę strony

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Pareto