Powrót do listy artykułów

Można mieć spokój i pogodę ducha, utraciwszy pracę i mając kłopoty finansowe w związku z pandemią koronawirusa, bo one nie zależą od okoliczności zewnętrznych

Nieuświadomione dążenie naszej psychiki "każe" nam wybierać politycznych przywódców podobnych do wzorca władzy istniejącego w rodzinie, z której pochodzimy.

 

 

 

 

Atmosfera w domu kluczowa dla naszych dorosłych wyborów

Nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo to, co się dzieje w naszych rodzinnych domach, ma wpływ na całe nasze dorosłe życie. To, w jaki sposób jesteśmy traktowani przez osoby, będące liderami w naszej rodzinie, determinuje relacje, w jakie będziemy wchodzić jako osoby dorosłe. Nasz umysł ma tendencję do poszukiwania znanego, “bezpiecznego” wzorca, wyuczonego przez lata w rodzinie pochodzenia - to co było w  niej szanowane - przyciąga nas jako pozytywne, to co potępiane i odrzucane - wywołuje  w nas niechęć i potępienie. Nasze pierwsze autorytety pozostawiają w nas nieuświadomioną chęć podążania tą samą ścieżką co one (nawet jeśli świadomie wybieramy wręcz przeciwną), i dopiero krytyczne myślenie jest w stanie albo nas utwierdzić w wyznawanych do tej pory wartościach albo je zakwestionować i odnaleźć nowe, bliższe naszej aktualnej moralności.

 

Inność wartością w naszym domu?

Jeśli wartością w naszej rodzinie było poszanowanie inności, różnorodności, cudzych wyborów, wolności, która nie narusza własnych ani cudzych granic, jest spora szansa, że te wartości będziemy cenić w dorosłym życiu i według takich żyć oraz takie przekazywać kolejnym pokoleniom .

 

A może wartością było posłuszeństwo?

Jeśli jednak nasze własne prawa były w młodym wieku naruszane, a krytyczne myślenie i niezależność opinii były uznawane jako krnąbrność i nieposłuszeństwo wobec autorytetów władzy rodzicielskiej, możemy nieświadomie według tych schematów traktować ludzi w naszym życiu i "prawdy", które zostały w nas zaszczepione, uznawać jako prawdziwe wartości. 

 

Tak rodzą się despoci i tyrani, którzy jako dzieci byli zapewne ciekawymi świata istotami, pełnymi wiary w ideały, czyli inaczej normalne ludzkie wartości, dopóki twarda dyscyplina, poniżanie, często fizyczne kary i  psychiczna manipulacja, nie uczyniły  z nich odłączonych od uczuć, zimnych, pozornie logicznych "cyborgów", dla których zasada stanowi większą wartość niż człowiek, któremu powinna ona służyć. Wiele lat przemocy wytwarza w człowieku mechanizm obronny, który przejawy człowieczeństwa traktuje jako słabość i jako takimi pogardza. Współczucie, empatię, łagodność, serdeczność i wyrozumiałość traktuje jako przejawy degeneracji, a wszystko to, co nieznane, niezrozumiałe i niepodobne do znanych z przeszłości wzorców - jako patologię.

 

Dlaczego wielu z nas wybiera na politycznych przywódców tych, co działają na szkodę ogółu i wbrew ogólnoludzkim wartościom?

Nasz umysł jest przekonany, że działa w najlepszej wierze. Działa jednak według tego, co jest mu znane i nie zawsze dobre i do tego też dąży w teraźniejszości. Niezakwestionowany, nie będzie patrzył na realnie wyrządzaną człowiekowi czy ludziom krzywdę, ale zasadę, której "trzeba się" podporządkować, jak to miało miejsce w dzieciństwie. Będzie nadal bezgranicznie ufać "mamie" czy "tacie", którzy "wiedzieli lepiej", co jest słuszne , a co nie i wszelkie wątpliwości rozwiewali odpowiednią dawką "przekonujących" argumentów o naszym grzechu, niemoralności, winie czy "przykrości", jaką wyrządzamy "Panu Bogu" czy innym uznawanym w rodzinie autorytetom, tudzież klapsem czy inną fizyczną formą  "argumentacji". Wybieramy zatem kolejnego "tatę" na prezydenta czy jakiegokolwiek przywódcę, bo uważamy, że on wie lepiej, co jest dla nas dobre. Nawet na myśl nam nie przyjdzie pomyśleć, że "tata" może nie mieć racji, a nawet robić nam czy innym krzywdę.

 

Przemoc rodzi przemoc

Czy zdajemy sobie sprawę, że ci, którzy stanowią większość w kraju, wybierają swoich "tatusiów" albo "mamusie" na politycznych przywódców państwa? Że nie zdają sobie sprawy z tego, że wybierają tych samych, którzy ich krzywdzili i poniżali, którzy nie szanowali ich niezależności i człowieczeństwa, ale byli znani i mówili wiele pięknych słów, jak te osoby z przeszłości - nieważne, że bez pokrycia w postaci ich czynów? 

 

Czy zdajemy sobie sprawę z drugiej strony, że wyszydzając i krytykując "wartości", które stanowią bazę jestestwa tych osób, nie tylko, że nie prowokujemy ich do krytycznego myślenia, ale wręcz wzbudzamy ich reakcję obronną? I że to nic nie pomaga w naszej sprawie, którą jest widzenie tego jak jest, czyli nazywanie przemocy przemocą?

 

Czy zdajemy sobie sprawę, że jakakolwiek przemoc, nawet "w obronie" czegokolwiek, jest nadal przemocą, tyle, że jej autorami jesteśmy w tym wypadku my sami?

 

Poddać się bez walki

Czy zdajemy sobie sprawę, że żeby cokolwiek zmienić w tej spirali przemocy, my sami musielibyśmy stać się tymi, którzy przemocy zaprzestaną? 

 

Jak jednak zaprzestać przemocy?

 

Przede wszystkim - zauważyć, że się jest jej autorem. Nawet jeśli niezamierzonym, nie zmienia to faktu.

 

Po drugie - przestać stawiać jej opór.

 

Co to znaczy?

 

To znaczy przestać z nią walczyć.

 

Jak to?!!! Zezwolić na nią?!!! Przecież jest niesłuszna!!!

 

Otóż tak. Jest niesłuszna. Krzywdzi. Ale skuteczną na nią "bronią" nie jest walka, ale poddanie się. 

 

Jak się zatem poddać?

 

Na początek - w ogóle założyć, że w tym, co głosi druga strona konfliktu, może istnieć jakaś wartościowa racja. I wysłuchać drugiej strony. Dokładnie i we wszystkim. Zapytać, dlaczego druga strona tak, a nie inaczej myśli. Nie mówić za wiele, ale słuchać. Zbadać dokładnie, co ma na myśli używając takich, a nie innych słów. Nie szczędzić czasu na zrozumienie, co chce za pomocą swoich słów przekazać i upewnić się, że się dobrze zrozumiało. Bez względu na targające nami emocje, używać języka neutralnego, pokojowego, szanującego drugą stronę i jej poglądy.

 

W następnej kolejności, po długim i dokładnym wysłuchaniu drugiej strony, przyjdzie czas na zaprezentowanie z ogromnym szacunkiem swoich opinii i poszukanie tego wszystkiego, z czym się z drugą stroną prawdziwie zgadzamy oraz znalezienie wspólnego mianownika. Sprawdzenie, jakie są mocne i dobre cechy drugiej strony, co bardzo ułatwi zobaczenie w niej człowieka i pomoże ostudzić emocje po obu stronach. Niemożliwe? Możliwe. Nic nie ma tylko jednej strony. To tylko nasz umysł ma tendencję do przedstawiania wszystkiego w czarnym albo białym kolorze.  A nasz "wróg" często ma rację w wielu kwestiach, ale ponieważ w kilku mających dla nas wielkie znaczenie nie ma, przypisujemy mu brak racji we wszystkim. Bez myślenia. Nasze emocje czynią nas ślepymi na jakikolwiek pozytyw w kimś, kogo uznaliśmy za złego do szpiku kości.

 

Większa świadomość to większa odpowiedzialność

Emocje mają wielką siłę w naszym życiu. Mają moc zatrzymania nas psychicznie w przeszłości, mimo iż fizycznie jesteśmy już dorosłymi osobami, nieraz z siwą głową i nobliwym zmarszczkami na twarzy.

 

Osoby bardziej świadome tego "rozdwojenia" mogą bardzo dobrze przyczynić się do zaprzestania przemocy i wytworzenia pomostu dla porozumienia. Może im być niełatwo. Mogą rozdrażnione pytać - dlaczego ja mam jego rozumieć, a on mnie nie? Odpowiedź jest równie łatwa, co skomplikowana... Bo tak jest. Jedni widzą, a drudzy nie. Ale to na tych, co widzą, ciąży większa odpowiedzialność, czy im się to podoba czy nie. I to oni, aby na świecie wszystkim żyło się lepiej i bez przemocy, muszą pierwsi zrozumieć i zaprzestać agresji wobec tych, którzy nie rozumieją i krzywdzą innych. To oni pierwsi muszą zobaczyć przyjaciół w swoich największych wrogach.

 

Zobaczyć przyjaciela we wrogu

Co to tak naprawdę oznacza? Czy jest jakiś pozytyw w szydzącym ze wszystkiego, gardzącym wszystkimi, małostkowym człowieku? Jak zobaczyć coś, czego tam przecież nie może być?

 

To tylko nasz umysł podpowiada nam takie pytania i sugeruje podobne odpowiedzi. W istocie nie ma rzeczy jednostronnej. Każda, nawet najbardziej "zdegenerowana" osoba, ma swoją stronę jasną, swoje pozytywne cechy oraz to coś, co sprawia, że kochają ją jej bliscy. 

 

Zdając sobie sprawę jak wielkie zło wyrządza niesprawiedliwa ocena - bo przecież doświadczamy tego na co dzień od tych "złych" osób u władzy - możemy zacząć już dziś sporządzać listę tego wszystkiego, co dobrego reprezentują, zrobiły oraz robią i zacząć mówić o tym głośno. To dopiero może być zaskoczenie! Nie tylko dla tych, którzy do tej pory byli "po naszej stronie", krytykowali i złorzeczyli. Ale przede wszystkim dla tych, którzy byli do tej pory tej krytyki przedmiotem.  

 

Człowiek rozumiany w swoim bólu i ciężkich przeżyciach, to zupełnie inny człowiek niż ten, który jest za swoje działanie w bólu potępiany i szykanowany. Łatwo go oceniać, bo w swoim głęboko zakopanym w głębi serca, nieuświadomionym bólu często naraża na ból i cierpienie innych ludzi.

 

Amnestia - tak, amnezja - nie

Nie potrzeba zapomnieć o krzywdach swoich oraz innych osób, ale rzucić światło na porozumienie. Pewne wspomnienia krzywd pozostaną w nas na zawsze, ale to my decydujemy czy będą one w nas wpływać na to co czujemy i myślimy. Czy to trudne? Bardzo! Zwłaszcza na początku, po latach nieporozumień oraz żalu, bólu i pretensji. 

 

Pierwszy krok - zauważać

"Jeśli nie wiesz, co robić - nie rób nic". Otwórz oczy i patrz. Zauważaj. Zobacz prawdę, którą jest to, że żadna osoba nie ma tylko jednej strony. Jest oczywiste dla nas, że nasi bliscy, oprócz zalet, mają też wady. Ale mimo to ich kochamy.  Z obcymi ludźmi jest podobnie - mają wady, ale mają też zalety. I są ludzie, którzy mimo ich wad ich kochają, a więc jest to możliwe.

 

To bardzo trudne dopóki pozostajemy w niewoli emocji i poczucia krzywdy, gdyż w takim środowisku nie ma miejsca na rozsądek i głos rozumu. Widzimy jedynie oprawców i żniwo, jakie pozostawiają ich decyzje na rodzinach czy całych narodach, zwłaszcza jeśli dzierżą w swoich rękach nad nimi władzę.

 

Konstruktywny dialog zamiast hejtu 

Mamy jednak ogromną siłę, bo to my możemy zacząć patrzeć na nich innym okiem. I zacząć wchodzić z nimi w uczciwy dialog, w którym jest miejsce na konstruktywne wyrażenie opinii, a nie hejt. Dawać przykład dialogu, a nie osądu. Wyciągać rękę, a nie odpalać bombę z pulpitu sterującego - bo tak jest łatwiej, kiedy się nie patrzy z bliska w oczy "wroga" i nie widzi w nim żywej istoty. 

 

Ci, którzy takich ludzi wybrali na przywódców państwa - członków parlamentu czy prezydentów, stanowią większość. Można albo z tym walczyć i żyć w kraju pełnym chaosu i nieszczęścia, albo zrozumieć mechanizm, jaki za tymi wyborami stoi i wyciągnąć do nich rękę na zgodę, nie rezygnując z własnych przekonań.

 

Zrozumienie, które czyni cuda 

Po drugiej stronie sporu jest zawsze człowiek. Im większa przemoc w jego przeszłości, tym większa w nim potrzeba zrozumienia i szacunku. Jego zaspokojone podstawowe potrzeby rodzą otwarcie na inne, wyższego rzędu, którymi są między innymi empatia i zrozumienie dla innych, stojących "po drugiej stronie". Zróbmy pierwszy krok i bądźmy pierwszymi, którzy - zanim zabiorą głos, będą tymi, którzy wysłuchają i nie rzucą kamieniem.

 

Takie rządy w państwie jak i w rodzinie

15 sierpnia 2020
Równowaga w dawaniu i braniu w przyjaźni.

Powrót na górę strony

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Matysiak

W ciągu wielu lat  spędziłam liczne godziny na staniu w kolejkach do rejestracji, tygodnie na czekaniu na wizytę u lekarza i znów kolejne godziny na czekanie  już pod samym gabinetem lekarskim. Wydałam spore kwoty na leki , z towarzyszącą temu świadomością, iż muszę ich używać do końca życia, żeby moja choroba nie wróciła… W moim przypadku nie musi już tak być.

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Matysiak

MOJE INSPIRACJE

Symbolika polipów nosa i chorób zatok

KORZYŚCI uzdrawiania siłami natury

Jak wyglądało moje leczenie i co było najtrudniejsze

MOJA METODA LECZENIA

Warunki konieczne do leczenia

Poprawa jakości życia w wyniku naturalnego leczenia polipów na zatokach

KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

ENGLISH VERSION