Powrót do listy artykułów

Prawdziwe leczenie to wiedza i sensowne, ukierunkowane działanie, które nie daje nadziei, ale pewność na wyleczenie. To praca dzień po dniu nad sobą i własnymi szkodliwmi przekonaniami, które doprowadziły nas do choroby.

Wierzymy, iż nowoczesne leki wyleczą nasze choroby. Liczymy na lekarzy i naukowców, że dostarczą nam magiczny środek, który raz na zawsze pozbawi nas dolegliwości i zapewni dobre samopoczucie. Odzyskanie zdrowia jest jednak jak rzeźbienie ciała - nie ma tu magii, ale wiedza i systematyczna praca. 

 

 

 

 

Wszystkiemu winne przekonania

Na drodze do wyleczenia, lub inaczej - uzdrowienia, zwłaszcza chorób uznawanych za chroniczne lub nieuleczalne, stoją nasze przekonania. Czym są przekonania? To twierdzenia uznające za prawdę coś, co prawdą nie jest, do których mamy osobiste przywiązanie i często potrzebę stawania w ich obronie, kiedy ktoś próbuje je kwestionować (oraz narzucania ich innym, w sporej ilości przypadków). W odróżnieniu od przekonania, prawda nie potrzebuje niczyjej obrony, gdyż przemawia językiem faktów, niezależnych od czyjejkolwiek opinii. Nie potrzebuje również, aby komukolwiek ją narzucać, gdyż w zetknięciu z nią i tak znikają wszelkie wątpliwości, z czym mamy do czynienia.

 

Jednym z głównych przekonań na temat chorób jest to, iż  pochodzą z zewnątrz i "przydarzają się nam", nie mając z nami żadnego powiązania przyczynowo-skutkowego. Wierzymy w związku z tym, że skoro pochodzą z zewnątrz, również jedynie zewnętrzna interwencja jest w stanie nas od nich wyzwolić. Co za tym idzie, to kolejne przekonanie, iż wyłącznie osoby wykształcone w dziedzinie chorób oraz ich oręż w postaci leków, operacji czy terapii są jedynie w stanie nam pomóc je wyeliminować. Czy to jednak prawda?

 

Kolejna grupa przekonań dotyczy kosztu leczenia. Wierzymy często, iż leczenie, zwłaszcza chorób tzw. poważnych i przewlekłych i/lub uznawanych za nieuleczalne, jest kosztowne. Konsekwencją takiego myślenia bywa albo porzucanie przez nas nadziei na wyleczenie, kiedy mamy do dyspozycji skromny budżet albo - z drugiej strony - kiedy nawet nim dysponujemy, wydawanie potężnych kwot na terapie, które z uzdrawianiem nie mają nic wspólnego, ale kosztują bardzo wiele. Czy uzdrawianie, czyli leczenie jest jednak naprawdę drogie?

 

Jeszcze innym typem przekonań, bardzo niebezpiecznym, bo zagrażającym naszemu życiu bardziej niż choroby jako takie, jest niemal bałwochwalcza wiara w "werdykty" wydawane przez osoby uznawane przez nas powszechnie za autorytety w dziedzinie zdrowia, a mianowicie lekarzy. W momencie, gdy dochodzi do uznania naszej choroby przez osobę z tytułem medycznym za nieuleczalną bądź, co gorsza, śmiertelną, mamy tendencję wierzyć jej ślepo, i do głowy nam nawet nie przychodzi kwestionować podstawę do takich stwierdzeń. Jeśli więc zapada "wyrok" w naszej lub kogoś nam bliskiego sprawie, wiemy, że nie ma już nadziei, chyba że w międzyczasie zostanie wynaleziony jakiś cudowny lek na to schorzenie. Nie orientujemy się jednak, że potencjalne zagrożenie dla naszego życia wynika nie z naszej choroby, ale z przekonania o jej nieuleczalności, zaszczepione w nas przez "znawcę" tematu, którego opinii nie zakwestionowaliśmy uznając, że nie mamy do tego kompetencji. Czy to jednak prawda, że ich nie mamy?

 

Śledztwo we własnej sprawie

Przekonania broniące nam dostępu do własnego zdrowia są niczym ciemna zasłona na naszych oczach. Aby zacząć widzieć, potrzebujemy ją z oczu zdjąć. Aby jednak ją zdjąć, musimy najpierw mieć świadomość, że ją na naszych oczach w ogóle mamy. Skąd to jednak wiedzieć? Otóż - obserwując rzeczywistość i badając fakty. Jednym z podstawowych faktów jest to, iż własne zdrowie i choroby wytwarzamy sami. W duchu kwestionowania przekonań, zachęcam gorąco do niewierzenia mi na słowo i zbadanie tego we własnym zakresie. Ja ośmielam się postawić taką tezę, bazując na własnym doświadczeniu oraz własnych obserwacjach, które według mnie to potwierdzają.

 

Zatem, skoro choroby wytwarzamy sami, rozumując logicznie, możemy je też sami usunąć. Dlaczego zatem ich nie usuwamy? Problem polega  na tym, iż nie przychodzi nam istnienie takiej możliwości do głowy, bo mało kto ma w ogóle świadomość, że jesteśmy ich autorami. Nie widać tego w oczywisty sposób, bo nikt w choroby nie wpędza się celowo i świadomie. Przy bliższej obserwacji jednak można zauważyć, że istnieją w nas niewidzialne "mechanizmy", które generują w nas myśli i emocje pchające nas do szkodliwych dla nas czynów, z których nie zdajemy sobie sprawy, ale które - powtarzane dzień w dzień latami - przynoszą skutki w postaci chorób,  przechodzących z czasem w stan chroniczny.

 

Język świadomy oraz język nieświadomy

Językiem świadomości są myśli i logika typu akademickiego, stąd świadome intencje i działania w ich wyniku łatwo możemy zanalizować, bo mamy do nich prosty dostęp. Ze względu jednak na to, iż językiem nieświadomości (lub jak kto woli - podświadomości), są odczucia i logika intuicyjna, a tej w naszym kręgu cywilizacyjnym nie mamy w zwyczaju uznawać i trenować podobnie jak intelektu, mamy zazwyczaj kiepski z nią kontakt i z reguły nie potrafimy odczytywać jej komunikatów.

 

Jasność umysłu i spokój - momentem prawdy o sobie

Nie należy mylić odczuć z emocjami. Emocje zazwyczaj informują o tym czy coś odbieramy jako przyjemne bądź nie w zależności od tego jak zostaliśmy uwarunkowani, odczucia natomiast mają połączenie z uniwersalnymi zasadami i kontakt z nimi sygnalizowany jest za pomocą momentów jasności umysłu, tzw. przebłysków świadomości czy momentów "eureki" i towarzyszy im spokój na głębokim poziomie. W nieświadomości ukryty jest rodzaj pierwotnej wiedzy, jaką posiada każda istota na temat siebie samej, w tym wypadku - na temat własnego zdrowia i sposobu jak o nie zarówno dbać jak i je odzyskać w momencie jego utraty. 

 

Szczerość do bólu z samym sobą niezbędna do uzdrowienia

Emocje mają charakter przejściowy, ale w momencie, kiedy sie pojawiają, zaciemniają obraz naszego wnętrza, dlatego aby dotrzeć do głębi intuicyjnej wiedzy o sobie samym, potrzeba stanu, w którym emocje przestaną decydować o naszych decyzjach. Możemy zaobserwować, iż  chociaż nie mamy kontroli nad tym czy się pojawią czy nie, mamy kontrolę nad tym czy będziemy reagować pod ich wpływem czy jedynie im się z boku przyglądać i je przeczekiwać, niczym płynące po niebie chmury.

 

Nasza intuicyjna wiedza zawiera wszelkie informacje o tym, co nam jest potrzebne do wyleczenia, dostępu do niej jednak strzeże szereg przekonań, które stanowią wspomnianą zasłonę na naszych oczach. Przekonania są niczym ogrodzenie podłączone do prądu, którym otoczona jest nasza pierwotna wiedza, a emocje - naszymi reakcjami przy jego dotknięciu i próbie sforsowania.  Nie da się sforsować ogrodzenia przekonań. Jedynym na nie sposobem jest uzyskanie wiedzy, dlaczego nas "kopie" prądem emocji, kiedy próbujemy się im bliżej przyjrzeć. Zrozumienie dlaczego wierzymy w to, w co wierzymy, pomaga je "odłączyć od prądu", dotknąć ogrodzenia bezpiecznie i otworzyć bramę do naszej pierwotnej wiedzy. W stanie głębokiego spokoju wiemy, co jest prawdą, a co nie, nawet jeśli świadomie trudno nam się do tego przed sobą przyznać. W tym wypadku - zaczynamy widzieć prawdę o naszym uzdrowieniu i drodze, jaka do niego prowadzi. Moment, w którym docieramy do prawdy we własnym wnętrzu, to pierwszy moment na drodze do uzdrowienia, bo jest to pierwszy moment, kiedy przestajemy żyć złudzeniami i oszukiwać sami siebie. 

 

Do czego potrzebujemy leków i terapii - jeśli już?

Wbrew powszechnym przekonaniom, leki i terapie nie służą wyleczeniu nas z żadnych chorób. Wyleczyć może nas jedynie nasz własny organizm dzięki jego wrodzonej zdolności samoregulacji, jeśli usuniemy przeszkody utrudniające lub uniemożliwiające mu ten proces. W przypadku chorób przewlekłych przeszkody te to w dużej mierze przekonania i związane z nimi emocje oraz podyktowane nimi nasze reakcje, które doprowadziły do fizycznych blokad energii w naszym ciele. Zdrowiu ciała i ducha towarzyszy swobodny przepływ energii, aby zatem nasze zdrowie przywrócić, potrzebujemy zlokalizować i usunąć przeszkody w tym przepływie. Reszta nastąpi samoistnie.  

 

Leki i wszelkie inne praktyki, które nie naruszają samoregulacyjnych procesów naszego organizmu, powinny nas jedynie wspierać, ale nie wyręczać w procesie uzdrawiania. Zresztą - i tak nie są w stanie, chodzi jedynie o to, żeby to zobaczyć.

 

Leczenie jak rzeźbienie ciała na siłowni

Nikt nie ma wątpliwości, że aby osiągnąć wymarzoną rzeźbę ciała, musimy włożyć nie tylko wysiłek w tym kierunku, ale również pewną wiedzę, która sprawi, że energia zużyta na trening "pójdzie" tam, gdzie potrzeba, a nie tylko wyciśnie z nas pot i wyczerpie bezproduktywnie. Z każdym innym celem jest podobnie. Również z uzdrawianiem. Nie każdy wysiłek doprowadzi nas do wyleczenia. Jeśli zabraknie w nim wiedzy o tym, co działa, osiągniemy jedynie zmęczenie i przekonanie, że sprawa jest beznadziejna i wrócimy do zapewniania sobie jedynie ulgi w cierpieniu. Zatem, aby uzyskać efekt uzdrowienia, potrzebujemy i wiedzieć, co działa i systematycznie w tym kierunku zmierzać swoimi decyzjami, bez względu na towarzyszący uzdrawianiu czasowy dyskomfort.

 

Znajomość i zrozumienie tej zasady sprawia, że w trudnościach na drodze do uzdrowienia stajemy się cierpliwi, systematyczni i wytrwali, bo wiemy dobrze, że w inny sposób nie uda nam się zdrowia osiągnąć. Jedynie taka postawa przyniesie z czasem efekty, które staną się dodatkowym wspierającym działanie bodźcem. 

 

Nie działa tu żadna magia. Spektakularne efekty z dnia na dzień osiągamy jedynie przy usuwaniu objawów za pomocą leków, ale to nie ma nic wspólnego z leczeniem. Prawdziwe leczenie to wiedza i sensowne, ukierunkowane działanie, które nie daje nadziei, ale pewność na wyleczenie. To praca dzień po dniu nad sobą i własnymi szkodliwymi przekonaniami, które doprowadziły nas do choroby. Nikt nie jest w stanie nas w tej pracy wyręczyć, podobnie jak nikt za nas nie wyćwiczy mięśni na siłowni. Dla wytrwałych przychodzi jednak moment osiągnięcia masy krytycznej w leczeniu, kiedy racjonalne decyzje o wykonywaniu codziennego obowiązku wobec samego siebie zamieniają się w przyjemność dobrego samopoczucia, które niesie nas już dalej samo na skrzydłach endorfin.

 

Uzdrawianie to nie magia

22 września 2020
Wierzymy, iż nowoczesne leki wyleczą nasze choroby. Liczymy na lekarzy i naukowców, że dostarczą nam magiczny środek, który raz na zawsze pozbawi nas dolegliwości i zapewni dobre samopoczucie. Odzyskanie zdrowia jest jednak jak rzeźbienie ciała - nie ma tu magii, ale wiedza i systematyczna praca.

Powrót na górę strony

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Matysiak

W ciągu wielu lat  spędziłam liczne godziny na staniu w kolejkach do rejestracji, tygodnie na czekaniu na wizytę u lekarza i znów kolejne godziny na czekanie  już pod samym gabinetem lekarskim. Wydałam spore kwoty na leki, z towarzyszącą temu świadomością, iż muszę ich używać do końca życia, żeby moja choroba nie wróciła… W moim przypadku nie musi już tak być.

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Matysiak

MOJE INSPIRACJE

Symbolika polipów nosa i chorób zatok

KORZYŚCI uzdrawiania siłami natury

Jak wyglądało moje leczenie i co było najtrudniejsze

MOJA METODA LECZENIA

Warunki konieczne do leczenia

Poprawa jakości życia w wyniku naturalnego leczenia polipów na zatokach

KONTAKT

uzdrawianie.silami.natury@gmail.com

kontakt@uzdrawianie-silami-natury.pl

ENGLISH VERSION